Halloween z Yankee Candle - Witches Brew

Halloween z Yankee Candle - Witches Brew

Cześć,

Nastał czas Halloween, dla wielu to okazja do świętowania, wykonywania ciekawych stylizacji, makijaży, moment straszenia znajomych czy też...po prostu odpoczynku i relaksowania się we własnych czterech ścianach. Dla tych ostatnich przychodzę z propozycją, aby wieczór był jeszcze bardziej klimatyczny i oddawał hołd dniu 31 października. 

Lubię, gdy w pokoju jest ciekawy, intrygujący zapach wydobywający się z mojego kominka. Tym razem postawiłam po raz kolejny na Witches Brew, czyli klasykę na Halloween w wersji egzotycznych owoców paczuli.



Witches Brew to z pewnością zapach nie dla każdego, otóż jest intrygujący, tajemniczy i naprawdę wyjątkowy. Można wyczuć mokrą ziemie, kojarzącą się ze cmentarzami, ale także coś słodkiego i ciekawego. Czarna tarta z pewnością wyróżnia się swym kolorem. Warto też zaznaczyć, że wosk nie kruszy się bardzo mocno, dzięki czemu łatwo kontrolować ilość produktu, którą chcemy zużyć. Jak widać kolor nie jest w stu procentach czarny, lecz podchodzi pod ciemny fiolet. 


Wracając do zapachu - nie jest duszący ani bardzo mocno wyczuwalny. Po paru godzinach przebywania w pomieszczeniu napawającym się tą tartą wyczuwam coś słodkiego (jakby pierniki z przyprawami) pomieszane z ciemnym, mrocznym cmentarzem i ulicami, które czyhają by nas nastraszyć. Wosk idealnie wpasowujący się w klimaty dzisiejszego dnia, lecz nie tylko. Rok temu, gdy po raz pierwszy odpaliłam wosk czułam ten klimat o wiele mocniej niż w tym roku, jednak wiadomo, że wszystko zależy od nastawienia.
Krótko mówiąc - tarta Witches Brew to must have dla każdego, kto nie boi się eksperymentować z zapachami o naprawdę wyjątkowym charakterze, który jest przeznaczony raczej na mroźne, jesienno- zimowe dni. :) 

Jeśli lubicie woski i nietuzinkowe zapachy to serdecznie Wam polecam :) 

Ja na pewno skuszę się na inne propozycje, tym razem świąteczne, które otulą moje cztery, różowe ściany :) 
Do napisania! :) 

Ps. Jeśli lubicie woski jak ja i któryś jest Waszym ulubionym to koniecznie dajcie mi znać, właśnie poluję na ciekawe zapachy i może któraś z Was mnie zainspiruje :) 



ShinyBox Think Pink, MOJE PIERWSZE PUDEŁKO :)

ShinyBox Think Pink, MOJE PIERWSZE PUDEŁKO :)

Cześć, 😊😊😊
Moda na kosmetyczne boxy trwa już dobre kilka lat, a ja tylko się przyglądałam co ciekawego  w nich się kryje. Początkowo mocno mnie zafascynowały, później rozczarowywały (choć nadal chciałam mieć swój własny box co miesiąc), aż w końcu nadszedł ten dzień, że skusiłam się na ShinyBoxa. Oferta promocyjna była niesamowicie kusząca bo za swoje pudełeczko zapłaciłam zaledwie 24 zł, czyli śmieszne pieniądze. :) 
Byłam podekscytowana, gdy mogłam sama otworzyć pudełko i cieszyć się zawartością. :) 


Ciekawi Was co znalazłam w środku? 


34,99zł/200ml (produkt pełnowymiarowy)

Pierwszy produkt, który przykuwa uwagę swoją pojemnością jest balsam do ciała Barnangen o pojemności 200 ml. Zapach ma początkowo klasyczny, porównywalny do kremu Nivea, jednak po chwili czuć słodką nutę, która jest naprawdę bardzo przyjemna. :)  Szczerze mówiąc balsamów mało używam więc ten produkt średnio mnie ucieszył, ale skoro już się znalazł to postaram się zużyć. :) Niestety ma długi skład i choć nie znam się na nich, to jak na moje oko nie jest on zbyt dobry, bo zawiera parabeny.


5,54zł/357g (produkt pełnowymiarowy)

Nie sposób nie napisać, że pudełko na otwarcie miało swój zapach, a to wszystko za sprawą świecy Bispol. Mi trafił się wariant Diamond Chic, który na pewno otuli mój mały pokoik w jesienne ponure dni. Na szczęście zapach mi się podoba, jest to mieszanka cytrusów i czegoś słodkiego. :) 


13zł/100 ml (produkt pełnowymiarowy)

Wcierka marki Jantar z wyciągiem z bursztynu do skóry głowy/włosów to kolejny produkt, który otrzymałam. Śmieszna sytuacja, bo zaledwie parę dni wcześniej rozmawiałam z koleżanką o tym własnie produkcie i dzięki niej się nim zainteresowałam aż tak, że myślałam o jego zakupieniu, a tutaj proszę - znalazł się w ShinyBoxie. Zdecydowanie jestem z tego zadowolona. 


5.60-8,00/szt (produkt pełnowymiarowy)

7th Heaven maseczka Passion Peel- Off. Mi trafił się jeden wariant z trzech - owocowa maseczka . Przyznam się Wam, że nigdy ich nie używałam (właśnie tej marki) i od dłuższego czasu odrobinę mnie intrygowały, więc niedługo z pewnością ją przetestuje. :) Myślę, że maseczek nigdy nie za wiele. :p


13,90/12ml (produkt pełnowymiarowy)

Ten produkt mnie jakoś specjalnie nie zainteresował. Jest to ekspresowa maska krem wybielająca marki DermoFuture. Wbrew pozorom to prawdopodobnie także produkt pełnowymiarowy. Ta maska ma podwójna działanie - wybielające i przeciwzmarszczkowe. Szczerze mówiąc to nie wiem czy przetestuję, nie bardzo lubię jakieś specyfiki wybielające. Jest to według mnie najgorszy produkt, jaki otrzymałam. 


32zł/szt (produkt pełnowymiarowy)

Oprócz magazynu ShinyBox znalazł się także (o dziwo) katalog Avonu, co mnie dosyć zszokowało. :) Znalazł się nieprzypadkowo, otóż produkt, który widzicie wyżej to nic innego jak nowość Avon Mark, czyli pomadka matowa. Mi trafił się ciekawy kolorek flushed, taki ciemniejszy róż. :) Będzie kiedy testować, bo w pracy łatwo sprawdzić jak się utrzyma, zwłaszcza ze długo pracuję. Z tego produktu jestem zadowolona, a z faktu że otrzymałam taką wersję a nie na przykład kolor czerwony z błyskiem w szczególności. Na stronie oficjalnej można kupić te pomadki za 17 zł, czyli całkiem dobra cena. 


 3,89/35g (produkt pełnowymiarowy)

Na deser Shiny zaoferował Nam zdrowego batonika Foods by Ann. Mi trafił się owocowy z orzechami. Dopiero teraz widzę, że jest on z kolekcji Anny Lewandowskiej. Całkiem ciekawe ;p Batonik ma bardzo dobry skład ( 54% daktyle, 19% orzechy nerkowca,słonecznik, truskawka suszona 12%, burak suszony 1%).


Na końcu mała próbeczka Charmine Rose - krem antyoksydacyjny z algami do każdego rodzaju cery. 
Z pewnością jak zawsze również znalazły się katalogi, bony, między innymi do sklepu gshpolska na zakup produktu Blue Calorad (bon uprawnia do zniżki 50 zł - kod - "ShinyBox"), a także na trzymiesięczną dietę (bon już zgubiłam ;p). 

Cały ShinyBox październikowy jest wart około 109 zł (gdzie ja zapłaciłam zaledwie 24 zł). Jak widać - opłaca się. :)

Jeśli czujecie, że to Wasz moment na ShinyBoxa to zapraszam Was poprzez ten link : ) 
Dzięki temu linkowi ja uzyskam parę punktów, które później można wymienić na darmowe pudełeczko, dlatego i Wam polecam aby promować je wśród znajomych. :) 

Podoba Wam się zawartość? 
Przyznam szczerze, że jak na pierwsze pudełko to jestem zadowolona. Zamieniłabym tylko balsam do ciała i maskę wybielającą, a tak to jestem naprawdę zadowolona. :) Oby więcej takich pudełek. 
Do napisania! :) 
Manipulacja konsumencka, czyli jak działa marketing od środka oraz czego się wystrzegać na i po zakupach.

Manipulacja konsumencka, czyli jak działa marketing od środka oraz czego się wystrzegać na i po zakupach.

Cześć,
Zapewne większa część z Was przynajmniej kilka razy do roku(jak nie kilkanaście) odwiedza galerie handlowe i napotyka się na różnego typu promocje, nowe kolekcje czy inne ciekawe akcje/sytuacje.

Dzisiaj trochę Wam opowiem jak to wszystko wygląda z mojej perspektywy, czyli osoby, która ma na co dzień kontakt z klientem i pracą na salonie odzieżowym w jednej z firm, które możecie spotkać w dużych galeriach handlowych.
Wymienię Wam 5 MANIPULACJI KONSUMENCKICH, na które w łatwy sposób się naciąć.



ZAWSZE PIERZ UBRANIA ZARAZ PO ICH KUPIENIU
Może zacznę dosyć łagodnie i odejdę na sam początek od tytułu, a mianowicie - kwestia prania ubrań po kupnie danego towaru.
Pewnie myślisz sobie, że skoro jest x sztuk danego modelu koszulki/spodni/sukienki itp to z pewnością nikt tego wcześniej nie założył i jesteś pierwszą osobą, która to robi - i w tym momencie pomyślało tak samo 20 osób, które założyły to przed Tobą. Fujka i bleh? No to pomyśl, że jedna z tych osób była spocona, zaś inna kichnęła na to bądź miała brudne ręce i choć Ty ubrudzenia nie widzisz to zarazki poszły w świat.
Byłam świadkiem sytuacji (i to wielokrotnej), że przymierzano daną sukienkę kilka razy dziennie przez kilkanaście dni. Sukienki z tego modelu zostały może dwie-trzy, więc każda osoba przymierzała po sobie nie wiedząc o tym. Oprócz tego, jak wiecie (bądź i nie) ubrań na salonie się nie pierze, więc każdego dnia owocuje ona w nowe zarazki.
W pewnym momencie na sklepach jest wymiana towaru czy kolekcji,a co za tym idzie - starsze kolekcje są pakowane w folie i wysyłane na magazyn. Myślicie, że ktoś je tam wyciąga i pierze? Bo szczerze wątpię. Jest to siedlisko bakterii. Dany towar po roku wraca na salon z milionem bakterii i kolejne osoby na nowo przymierzają ubrania nie mając pojęcia, ile to bakterii się na materiale nagromadziło.
Dlatego jeśli słyszałyście kiedykolwiek zdanie typu "Wypierz ubrania po ich kupieniu" to naprawdę to zrób. :)

STARA KOLEKCJA Z TABLICZKĄ "NOWA KOLEKCJA"
Zapewne te z Was, które często bywają w sklepach widzą czasami łudząco podobne (nazywając po chłopsku - te same) modele ciuszków co sezon wcześniej(byleby tylko o sezon starsze, bo jak wiadomo czasami można zauważyć stosy ubrań, jak np w wielkiej sieciówce H&M, gdzie ubrania wyglądają jak z lumpeksu, ale to po prostu stare kolekcje(dobiegające nawet 10 lat wstecz!). Jeśli macie tak zwane Deja vu to uwierzcie intuicji i nie myślcie sobie, że to z Wami jest coś nie tak, bo tak niestety bywa, że zostajemy oszukiwani już na pierwszym kroku. Jeszcze paradoksalnie często widnieje tabliczka z informacją, że jest promocja nawet -90%, jednak co z tego, skoro najnowsza kolekcja jest z ceną standardową, zaś modele z 2004 które nijak się prezentują kosztują grosze.
Oprócz tego tworzone są tak zwane szafy, gdzie jest mieszanka nowej, jak i starej kolekcji, a nad nimi informacja, że jest to "Nowa Kolekcja". Może jest to mało, ale jednak kłamstwo, na które warto zwrócić uwagę.


PODWYŻSZANIE CEN I WIELKIE PROMOCJE
Normalnie bym o tym nie wiedziała, ale że pracuje w jednym z większych sklepów to wiem, że istnieją takie manipulacje konsumenckie. W zeszłym roku, dajmy na to koszulka kosztowała 39,99 zł, zaś w tym 49,99 zł.  W tym roku zostaje wprowadzona promocja, dzięki której klient rzekomo wiele zaoszczędzi, bo kupuje z wielką obniżką a tak naprawdę wcale aż tak wiele nie zostaje w kieszeni, jednak wiedzą o tym tylko osoby pracujące w danej sieci oraz Ci, którzy naprawdę mocno śledzą poczynania danego sklepu.
Dlatego, jeśli widzisz promocję to najpierw zastanów się kilka razy czy aby na pewno potrzebujesz kolejny sweterek do kolekcji.


MAGICZNE LUSTERKA
W sklepie, w którym pracuje doskonale wiem, które lustra są przekłamane. Niestety ale niektóre albo są przyciemnione, przez co ciężko ocenić, czy pasuje nam dana rzecz,  albo są wyszczuplające. Jedno i drugie szkodzi konsumentowi, bo co z tego, że w sklepie będzie zachwycony daną rzeczą, skoro później będzie tylko zniesmaczony i więcej nie zajdzie do wybranego miejsca, bo wie, że tam jest coś nie tak. Mam wrażenie, że niektórzy, którzy posuwają się do takich ruchów są osobami nie za bardzo myślącymi. No dobra - dadzą lustra wyszczuplające i oszukują w ten sposób klientów, ale co z tego, skoro i tak prędzej czy później wszystko wychodzi na jaw? Spodnie, które niby leżały idealnie w domu okazują się być niezbyt dobrane, a bluzka, która miała ciekawy kolor na żywo w świetle naturalnym okazuje się czymś niezbyt wyjściowym.

ZATAJANIE INFORMACJI O PROMOCJACH I OFERTACH SPECJALNYCH
Irytuje mnie niesamowicie fakt, że jako osoba, która wie o promocjach nie może się swoimi informacjami podzielić z innymi. Nie raz miałam sytuację, w której klient bądź klientka zadawał mi pytanie czy szykuje się jakaś promocja, a ja po prostu nie mogłam  mu odpowiedzieć wprost, że TAK.
Miałam taką sytuację, gdzie jedna klientka nabyła zakupy za lekko ponad 700 zł. Miała pecha, bo dzień czy dwa dni później w sklepie mieliśmy wielką promocję -50 % na wszystko. Naprawdę aż serce mi się kraja, jak nie mogę poinformować ludzi o tym fakcie.
Nie rozumiem jaki sens jest zatajać takie informacje? Przecież każdy wie, że plotka rodzi plotkę, a dobre informacje bardzo szybko się rozprzestrzeniają, jak szalony wirus w okresie jesiennym. ;p
Niestety (bądź stety), ale czasami gdy patrzę na tych ludzi to po prostu po cichutku informuję ich o promocji. I wiecie co? Nie żałuję. Dzięki temu zyskuje zaufanie klientów i doskonale wiem, że źle nie robię.
Miałam inną sytuację, gdzie podszedł do mnie klient i spytał czy nie mamy jakiejś promocji. Rozejrzałam się czy nikogo z pracowników obok mnie nie ma i poinformowałam danego klienta, że już zaraz będzie ciekawa akcja. A wiecie co jest najlepsze? Okazało się, że jest to stały bywalec tej sieci, który lubi się u nas ubierać (jednak jak podkreślił w rozmowie - w czasie promocji), więc z pewnością jakaś kwota na konto firmy modowej wpadła. :)
Inna sytuacja, gdy klientka była rozżalona, że zakupiła kurtkę w cenie standardowej, zaś obecnego dnia mamy promocje ( i to wielką). Spytała co ma zrobić, skoro dzisiaj mogłaby kupić ten sam towar w o wiele niższej cenie. Poinformowałam ją szybciutko, że może być cwana i zwrócić towar i zakupić nowy w promocyjnej cenie. Jest to zachowanie cwane i inteligentne jak dla zwyklego człowieka, jednak niegodne by tak mówił sprzedawca, jednak jak już wspomniałam - wierzę, że DOBRE słowo idzie w świat i dzięki takim zachowaniom - prawdomówności i życzliwości - więcej się zyskuje niż traci. :)


Manipulacja konsumencka była, jest i będzie, jednak to także zależy od nas - sprzedawców, ludzi w jaką stronę będzie to dalej szło. Można dalej mydlić oczy i wychodzić na zakłamanych ludzi, ale można też wyjść lekko poza szereg i robić to co inni, jednak na własnych, czystych zasadach, które nie będą szkodzić w ogólnym rozrachunku. 
A Wy znacie, kojarzycie jeszcze jakieś manipulacje w sklepach modowych znanych sieci ? 
Do napisania! :) 


Denko WRZESIEŃ

Denko WRZESIEŃ

Cześć,
Obiecałam Wam, że poprawię się pod względem postu denko i obietnicy dotrzymuję, dlatego dzisiaj pokaże Wam, co udało mi się zdenkować przez ostatnie 30 dni. Jak na tak krótki okres trochę mi się tego uzbierało, więc bez zbędnego przedłużania - zaczynamy ! : )

Dla przypomnienia: 
KUPIĘ PONOWNIE
NEUTRALNIE
NIE KUPIĘ PONOWNIE





Wrzesień zaowocował w kilka produktów dobrych, jak i średniaczków, po produkty, które mnie jakoś nie oczarowały. Nie jest tego sporo, bo zaledwie 6 produktów, ale jak na mnie to całkiem w porządku.  


1. Organic Shop - produkt kupiony w drogerii Natura na "niesamowitej" promocji - za 8,99 zł. Po przeszukaniu produktu online okazało się, że można go znaleźć nawet taniej, więc promocja nie okazała się taka cudowna jak zapowiadano. Wybrałam wersję o zapachu makadamii i avocado, jednak nie oczarował mnie jakoś specjalnie ten wariant. Opakowanie otrzymujemy w wersji z pompką, jednakże ona także zawiodła. Strasznie się przez nią wydobywało produkt, przez co mycie się nim było najzwyczajniej w świecie męczące. Jeśli chodzi zaś o sam żel to cudów nie zdziałał. Nie podrażnił ani nie wysuszył (to na plus), jednak nie pienił się, a zmycie go ze skóry nie było aż tak banalną sprawą jak w przypadku innych żeli. Dlatego myślę, że produktu marki Organic Shop NIE KUPIĘ PONOWNIE.

2. Nivea, Silk Mousse - rabarbar i malina. Produkt otrzymałam jako jedna z Przyjaciółek Nivea. Pisałam o nim recenzję o TUTAJ. Powiem Wam, że jakoś tak...szybko się skończył, nadal podtrzymuję opinię, że to przyjemny produkt, formuła intrygująca, pieni się (co bardzo lubię w tego typu produktach), a zmycie go to bułka z masłem. Cena także przystępna bo około 11-13 zł( w promocji bardziej się opłaca).Wadą dla mnie jest zapach, który nie jest bardzo mocno wyczuwalny, ale to kwestia gustu. Czy kupię ponownie? Już kupiłam ;p Dlatego możliwe, że porównam oba produkty na blogu. :) Ale by regule stała się spełniona to KUPIĘ PONOWNIE. :) 

3. Kolejny produkt marki Nivea - Hairmilk Odżywka bez spłukiwania, który męczyłam, męczyłam, męczyłam...
Także pisałam o nim na blogu (TUTAJ). Początkowo był w porządku, jednak potem nie bardzo. Miałam wrażenie, że strasznie klei się do rąk, a nienawidzę tego uczucia. Sama formuła opakowania z pompką na plus, jednak jeśli produkt się klei to nijak ma się do tego co wspomniałam. Dlatego tego produktu NIE KUPIĘ PONOWNIE


4. Avon - mgiełka do ciała o zapachu granatu i mango. O marce Avon można pisać wiele, jednak skupię się dzisiaj tylko na tym produkcie. Zapach jest przyzwoity, lecz krótko utrzymuje się na skórze. Cena także w porządku, a jak wiadomo katalogi Avon co chwile są wypełnione po brzegi promocjami. Póki co myślę, że z mgiełek tej firmy zrezygnuje na rzecz wyczekiwanej z Victorii Secret, którą może zamówię, jak wykończę inne pozostałe mgiełki czy perfumy, które męczę od lat. ;p NIE KUPIĘ PONOWNIE

5. Rimmel  - podkład Match Perfection w kolorze 010 Light Porcelain - tego produktu używałam długo i o ile dobrze pamiętam zgarnęłam go na akcji na Instagramie jako jedna z kilkuset osób. Dla mnie jest to naprawdę dobry drogeryjny podkład, który jest idealny na codzienne dni. Konsystencja odpowiednia - nie spływa mocno z ręki, inaczej mówiąc  "nie ucieka", na twarzy za to nie zauważyłam aby ciemniał. Myślę, że KUPIĘ PONOWNIE.

6. Soraya - 10 minut na....Intensywnie Ujędrnienie - maseczka za grosze, która starczy na dwie aplikacje. Gdy nakładałam ją na czoło, to po chwili czułam szczypanie na czole oraz na policzkach (głównie koło nosa). Konsystencja kremowa, a aplikacja łatwa. Sama nie wiem czy więcej się na nią skuszę, myślę, że nie. NIE KUPIĘ PONOWNIE.

I tak własnie prezentuje się denko za miesiąc WRZESIEŃ. 
Kojarzycie te produkty, znacie, testowałyście? :) 
Do napisania! :) 
Cranberry Ice, czyli mrożona żurawina w jesiennie dni - Yankee Candle

Cranberry Ice, czyli mrożona żurawina w jesiennie dni - Yankee Candle

Cześć,
Nie wiem jak Wy, ale ja lubię otaczać się przyjemnymi zapachami. Inwestuję w powolnym tempie w kolejne woski zapachowe i tym razem wzięłam na tapetę Cranberry Ice, czyli taką zmrożoną żurawinę, która wprowadzi nas nadal w słodkim rytmie w mroźniejsze dni otulone jesiennym zapachem. 


OD PRODUCENTA
"Żurawina nierozerwalnie kojarzy nam się z czasem grudniowych celebracji, kiedy tymi pięknymi, czerwonymi owocami przyozdabiamy świąteczne stoły i stroiki. Ale zjawiskowa żurawina to nie tylko dekoracja, ale i skarbnica wielu, prozdrowotnych składników. A poza tym to prawdziwy rarytas kulinarny, który smakuje wyśmienicie bez względu na porę roku! W wersji Yankee Candle żurawina podawana jest w nieco zmrożonej, bardzo orzeźwiającej wersji. Wosk w formie żurawinowej tarteletki uwalnia naturalne esencje, które doskonale pobudzają i dodają energii."



OPINIA
Według mnie zapach nie jest nachalny, wręcz przeciwnie - bardzo delikatny lecz wyczuwalny po dłuższej chwili. W powietrzu czuć wyjątkowy klimat, który ciężko podrobić. Żurawina daje o sobie znać, lecz gdyby ktoś mi nie powiedział wcześniej, że jest to właśnie żurawina to nigdy bym na to nie wpadła. Zamykając oczy można w jednej chwili przenieść się w inne, wyjątkowe, a nawet rzekłabym, że chwilami magiczne miejsce, które sprawia, że czujemy się bardzo dobrze. Nie wiem dlaczego, ale gdy dłużej mam odpalony wosk to czuję takie narastające emocje, które zawsze towarzyszą mi w świątecznych momentach. To bardzo miłe doświadczenie, że za pomocą jednego zapachu można chociażby poczuć się jak w wyjątkowym dniu, którego spotyka nas jedynie raz do roku. 
Zapach sam w sobie idzie ku słodkości, a co ważne - nie jest to chemiczna słodkość, tylko wydobywająca się z prawdziwej żurawiny zmrożonej zimnym, lecz czystym powietrzem. 

Jeśli lubicie niebanalne zapachy, które pomogą Wam przetrwać jakże kolorowe i ciepło-zimne jesiennie dni to serdecznie polecam chociażby skusić się na wosk, bo pomimo, że jest on malutki to bardzo bardzo wydajny i osobiście sama mam problem aby jeden cały wosk wypalić do końca. :) 

Dodam na koniec, że dla mnie nie za bardzo ma znaczenie czy wosk jest przeznaczony na wiosnę, lato, jesień czy zimę - na święta czy Halloween - odpalam to co po prostu mam pod ręką i to, na co mam ochotę, a co za tym idzie - stwarzam sobie wyjątkowy nastrój w czasami smutne czy ponure dni. 

Woski można zakupić na stronie

Lubie woski zapachowe? 
Miałyście już Cranberry Ice od Yankee Candle? 
Do napisania! 😊😊
Ulubieńcy muzyczni WRZEŚNIA na Światowy Dzień Muzyki

Ulubieńcy muzyczni WRZEŚNIA na Światowy Dzień Muzyki

Cześć,
Dzisiaj, 1.10.2017 jest Światowy Dzień Muzyki. Dla takiego pasjonata muzyki, jakim jestem to powinien być szczególny dzień.:) 
Oczywiście do tej pory, jak mówię znajomym, że nie wyobrażam sobie dnia bez słuchania muzyki to widzę te krzywe spojrzenia, no ale każdy ma w życiu coś co kocha i lubi. Jedni mają sen, drudzy kawę a ja? Muzykę (między innymi). :) 

Przyszła pora na przedstawienie Wam moich ulubieńców muzycznych z miesiąca wrzesień. Jakoś w tym miesiącu to męskie grono umilało mi czas. :)


Jednym z nich był Nick Jonas i jego utwór Find You, czyli jeden z braci słynnego trio Jonas. Początkowo utwór był jakoś tak dla mnie surowy, ale po odsłuchaniu go kilka(naście) razy zmienił dla mnie znaczenie, CHOĆ nie powiem - nadal ma w sobie nutkę takiej surowości, co oddaje jeszcze lepszy klimat całego utworu. 


Kolejny utwór to tym razem propozycja  Nialla Horana - Too Much, która potrafi mnie od środka uspokoić. Jestem osobą, która ogląda teledyski utworów i odnosząc się do tego jednego - momentami potrafię mocno (a może nawet za mocno) się utożsamić z uczuciami bohatera. 


Liam Payne to kolejny muzyk, który zauroczył mnie swoją melodią i tekstem. Jest to także były członek zespołu One Direction, jednak odkrycie tej piosenki jest przypadkowe, bo jakoś mocno nie śledzę poczynań całej piątki, jednak jak widać to właśnie Niall Horan i Liam Payne pojawiają się w zestawieniu ulubieńców. Widocznie ich głosy i teksty są tak dobre, że zostają w pamięci i wpadają oczywiście w ucho. :) Tutaj mamy utwór Get Low, przy czym warto podkreślić, że Liam stworzył coś z bratem. Warte docenienia, jednak nie tylko to, ale także fakt, że wykorzystał w teledysku swoich fanów, miłe, prawda? :) 


Wyjątkowo w ulubieńcach września pojawia się kobieta, jednak jest Cover piosenki Taylor Swift  - ...Ready for it? Bardzo lubię głos Madilyn Bailey, jest oryginalny i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, choć dla mnie ma w sobie to coś. 
Polecam posłuchać do niedzielnej kawy czy herbaty. :) 


Ostatni utwór urzekł mnie najbardziej i mogłabym słuchac bez końca. Nawet zauważyłam, że przypadkowo włączałam utwory, gdzie ich zespół był w tle bądź wykonywał całą piosenkę. Jednak jeden utwór, zapadł mi szczególnie w pamięć a jest to Paper Hearts  w wykonaniu The Vamps. Znacie? Jeśli nie to koniecznie odsłuchajcie. Mnie całą urzeka, a Was? Nawet Wam się przyznam, że uwielbiam to śpiewać. :) 




Tak właśnie prezentuje się całe zestawienie Września. 
Znacie któryś z utworów? Lubicie muzykę czy raczej wolicie ciszę czterech ścian? 
Do napisania!: ) 


Copyright © 2014 Myfantasyandme , Blogger