Rossmann -49%/-55% - zachowania klientów w drogerii - Moja opinia

Cześć,
Jak wiecie od paru dni trwa wielka wyprzedaż w znanej drogerii Rossmann. Akcja nadal trwa, także Ci z Was, którzy się jeszcze nie załapali mają wielką szansę. 
Z obserwacji widzę, że robienie zakupów teraz jest lepszą opcją niż udział w niej przez pierwsze dni. 


Niedawno na blogu był wpis o tym, co zamierzam kupić na promocji. Nie było tego sporo, jednak wiedziałam dobrze, że oprócz tego co Wam pokazałam - chcę zaopatrzyć się w inne produkty, których nie mam bądź które mnie w ostatnim czasie zainteresowały. 
Jednak zanim przejdę do pokazania Wam moich zdobyczy (oj tak, zdobyczy, na przykład chwycony przez koleżankę ostatni korektor Astora (dziękuje Ci!), który wszędzie był wykupiony a mi się udało ot tak go zdobyć czy też pomadki Lovely, które dostałam z magazynu w ilości "hurtowej" do rąk własnych (3-4 opakowania po 3 pomadki z różnymi odcieniami) - opowiem Wam moje przemyślenia i obserwacje, które dotyczą właśnie całej tej wielkiej akcji. Zdobycze pokażę Wam w osobnym poście, aby ten wpis nie był za długi. 

Jak wiecie, bądź nie, drogerie w takich dniach często podwyższają ceny produktów. Sama nie za bardzo orientuje się ile kosztuje dany kosmetyk, no chyba, że nagminnie go kupuję bądź po prostu wiem i utkwiło mi to w pamięci. Kiedyś już pisałam, że jestem niezłym obserwatorem i niestety ma to swoje plusy i minusy. 
Na promocję wybrałam się pierwszego dnia, z samego rana. No dobra, prawie z rana, chciałam się lekko wyspać ;p W galerii handlowej (bo jest to mój najbliższy punkt z Rossmanem) byłam 30 minut po otwarciu sklepu. Weszłam jakby nigdy nic i zobaczyłam kolejkę do kasy. Pomyślałam "spora", choć to był jej dopiero początek. Jednak poszłam dalej przez alejki z szamponami i produktami do depilacji. Usłyszałam szmer, nie byle jaki szmer, a mianowicie - głosy kobiet. I to już mnie zaniepokoiło. Bo normalnie jak wstępujesz do drogerii to nie słyszysz kilkunastu głosów przeróżnych osób. Najczęściej zakupy robimy w ciszy albo cicho rozmawiamy. 
Zerknęłam na kosmetyczne szafy i... byłam w szoku. Po prostu to było niewiarygodne. Chyba w życiu nie widziałam tylu osób w jednej drogerii w jednym punkcie! 
Myślałam, że jak pójdę rano to tyle osób nie będzie. Bo przecież ludzie pracują, chodzą do szkoły czy na uczelnię. Otóż bardzo mocno się pomyliłam i widocznie 100 osób pomyślało tak samo jak ja. ;p 
Kolejka do kasy także przerosła moje oczekiwania. Jeśli powiem, że była tak długa, że ostatnie klientki stały przy szafie Bourjois to uwierzycie mi? Bo tak właśnie było.
No ale dobra. Mnóstwo osób, wielki szał zakupów. 
Jestem osobą, która nie do końca lubi się pchać, dlatego wolę poczekać aż zrobi się luźniej i wtedy patrzeć co mi się podoba. Spędziłam w drogerii dwie godziny. A minęło to jak 30 minut. Wcale nie czułam tego, jak leci szybko czas. Przez te dwie godziny wiele zaobserwowałam. 
Po pierwsze - mała liczba pracowników. Dwie osoby na kasie (gdy ja podchodziłam do kasy, po 11 to były już otwarte 4, więc szło naprawdę sprawnie) oraz jedna osoba, która pomagała przy szafach. To trochę absurd. Wcześniej były dwie kasy czynne i także jedna osoba do pomocy. W kółko rozrywana, każdy coś chciał i latała szalona kobieta od szafy do szafy, z magazynu do klientek i tak w kółko. Jednak przyznam, że była naprawdę pomocna i chętna do tego, aby pomóc. 

Ale dość o tym, skoro byłam dwie godziny to zaobserwowałam kilka zachowań klientów. Oprócz tego spędziłam sporo godzin na różnych portalach, gdzie kobiety chwaliły się swoimi zdobyczami, a także krytykowały inne zachowania. To pozwoliło mi zbudować moją listę zachowań klientów, ale także personelu. 

No to zaczynamy... :) 
1. Otwieranie pełnowymiarowych kosmetyków. 
Kiedyś sama otwierałam. No cóż...testerów często nie było i nie będę kłamać, że mi się to nie zdarzało. Jednak ile miałam lat? Porównując to, co było kiedyś, a to co jest dziś to wielka różnica. Dzisiaj testery są na porządku dziennym, choć jak wiadomo - od każdej zasady istnieją wyjątki. Często też ten produkt, który był otwarty - a nie był testerem - także wędrował w moich łapkach. Taka sztuka już do sprzedaży nie pójdzie, a jeśli -naście osób otworzyło go przede mną to i ja już mogę sprawdzić kolor. I właśnie takie otwieranie kosmetyków (ta druga opcja) jestem w stanie tolerować, co tych zafoliowanych już nie bardzo. Na tej promocji też mi się zdarzyło otworzenie pełnowymiarowego produktu i wiecie co? Cieszę się. Bo chciałam go kupić i gdybym tego nie zrobiła to kupiłabym śmierdzącą pomadę do brwi - przeterminowaną, zużytą i niechlujną.
Jednak najbardziej rozbroiła mnie babka po 40, która kucała naprawdę dobre parę minut przy szafach blokując dostęp do kosmetyków. Aż musiałam przerwać zakupy i popatrzeć na nią. Gdybyście widzieli z jaką siłą PRÓBOWAŁA otworzyć zafoliowany kosmetyk. Nie udało się jej :( Jednak naprawdę silnie z nim walczyła. Odłożyła go najprawdopodobniej na półkę. I proszę mi tu nie pisać, że tylko gimnazjalistki otwierają kosmetyki bo normalnie Was wyśmieję. ;p 
Drugą klientką była dziewczyna w moim wieku, może trochę starsza. Akurat stałam przy szafie Rimmela. Sięgnęła po pomarańczowy tusz (opisywałam go TUTAJ), otworzyła PEŁNOWYMIAROWY produkt aby sprawdzić szczoteczkę, po czym odłożyła i wzięła ten, który był bardziej schowany z tyłu. Spojrzałam się na nią i tylko sobie o niej coś pomyślałam. Wiedziałam, że będzie ona moją inspiracją do napisania tego postu. ;p Nie pomyliłam się. 

2. Czerwone kosze z kosmetykami przy szafach 
Nie wiem jak u Was, ale u mnie w galerii w poniedziałek było kilka koszy(podpisane marką) z kosmetykami. Nie do końca rozumiem czy zabrakło czasu na rozłożenie czy klienci mogli szukać w nich. Niektórzy szukali, niektóre panie się dziwiły "a to tak można?". Sama zirytowana już, że nie mogę się dostać do szaf szukałam w nich czegoś ciekawego. Każdy kosmetyk starałam się delikatnie przekładać i powiem Wam, że chyba nic nie było zniszczonego, co jest wielkim plusem. Jednak nie były to rozłożone kosze, jak w co poniektórych sklepach, tylko położone na sobie. Nie omieszkam wrzucić zdjęć z Internetu, które znalazłam z ówczesnej promocji. Bo to są jakieś żarty jak personel je położył.


Rozumiem - brak czasu, za mało ludzi na zmianie, jednak czy tak zachowuje się drogeria? Jedyny plus jest taki, że w mojej drogerii taka akcja nie miała miejsca. Kosze później zniknęły.
A tutaj? Brak słów na takie zachowania. Jeśli któraś z Was pracuje w Rossmanie i wie, dlaczego taki widok można było spotkać w drogerii to poproszę o słowo wyjaśnienia, bo naprawdę nie rozumiem. 

3. Otwieranie szuflad przy szafach kosmetycznych
To także miało miejsce. Czy uważam to za wadę? Nie do końca. Jeśli dana osoba otwiera szafę i nie grzebie w niej jak po swojej w domu, a tylko chcę konkretny kosmetyk, a widzi, że pracownik sklepu jest w kółko zajęty to okey - rozumiem. 
Sama otworzyłam szafę 2-3 razy aby wziąć nietykalny produkt. Nic nie zniszczyłam, nie otwierałam kolejnych produktów. Wzięłam jeden produkt, który chciałam, zamknęłam szafę i odeszłam aby nie zawadzać klientkom. Żadna osoba nie zwróciła mi uwagi, a panie, które pracują tam na pewno przechodziły i mogły to widzieć. Co innego gdyby jakaś osoba rzuciła się na szufladę i otwierała każdy kosmetyk, a co innego jak kulturalnie bierze się daną rzecz i zamyka. Tak zrobiłam w jednej drogerii, tylko pierwszego dnia. Ale wiecie co? Czułam się trochę jakbym tam pracowała! ;p  Gdy poszłam drugi raz - poprosiłam o dany kosmetyk. Także jednorazowa akcja, która z perspektywy czasu wydaje mi się nawet odrobinę zabawna. 

4. Kupowanie hurtowo kosmetyków.
Co powiecie na 5 tuszy do rzęs i 6 podkładów? Do tego paletka trio do konturowania, dwa rozświetlacze, jeden bronzer i 3 korektory? Podziwiam osoby, które kupują takie zapasy. 
W tym roku nie skusiłam się na żaden podkład. Uważam, że są one naprawdę drogie w drogerii stacjonarnej. Prawie 70 zł za pokład z Revlonu? (Nigdy go nie miałam, ale wiem, że to taki klasyk) czy 60 za Bourjois? Przecież w sieci można je kupić za grosze. Chociażby na stronie E-glamour gdzie ceny są kosmicznie niskie. Sama wiem, że przepłaciłam za niektóre produkty, jak korektor z Astora, no ale cóż...
Obejrzałam masę filmów na YouTubie ze zdobyczami z Rossmanna. I wiecie co? Jedna dziewczyna przeszła samą siebie. 
Wiek? 13-15 lat, a kosmetyków kupiła więcej niż ja do 18 roku życia. Wydała 400 zł kupując właśnie tą listę, którą wymieniłam na początku, czyli 6 podkładów itp. Na domiar złego - każdy otworzyła. Także każdy kto wie jak obchodzić się  z kosmetykami może wysunąć wnioski ile straciła pieniędzy. Po drugie podziwiam rodziców, którzy dali jej prawie pół tysiąca na zachcianki makijażowe. Ja w wieku 13 lat używałam tuszu i jednego cienia(szaleństwo) nakładając go palcem. Gdzie mi w głowie konturowanie, podkłady i inne bzdety. 
Inną sprawą jest to, czy naprawdę da się zużyć tyle produktów w takim czasie? Nawet jeśli dana osoba zaopatruje się w kosmetyki co pół roku (na przykład co promocję w Rossmannie) to uda mu się zużyć 6 podkładów, tyle tuszy i inne kosmetyki, zakładając, że makijaż tymi kosmetykami wykonuje tylko sobie? 

5. Dzikie tłumy, mało kłótni
Nie wiem jak Wy, ale ja zauważyłam, że wcale tak niekulturalnie nie było jak wiele osób zarzuca. Nikt się nie pcha, nie wyrywa z rąk. Gdy jedna pracownica pomagała klientkom w szukaniu produktów - każdy czekał na swoją kolej. Także naprawdę nie rozumiem wielkiego oburzenia zachowaniem klientów. Mnóstwo osób, wykupiony asortyment i kolejka na pół sklepu - owszem, ale czy chamskie zachowania mają miejsce? Myślę, że w coraz mniejszej skali. Nie do końca rozumiem kupowanie hurtowo, o czym napisałam wyżej, jednak poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń co do klientów. 

6. Kupowanie otwartych kosmetyków
No niestety, zdarza się i to. Sama niestety chyba zakupiłam 1-2 produkty otwarte wcześniej. Choć pewności nie mam. Dlatego jest to wielki minus takich wyprzedaży. Zwrócić się nie da, udowodnić także, jednak jak się przekonać, że kosmetyk nie był otwierany bez wcześniejszego sprawdzenia? Sposób jest jeden, a w zasadzie dwa. 
Po pierwsze - nie kupować na promocji.
Po drugie - otwierać kosmetyk jeśli się jest PEWNYM, że się go weźmie, a nie odkładać na półkę. A jeśli widzi się, że był otwierany to wyłożyć go na początek albo dać osobie z personelu. Jeśli zaś nie był otwierany to zamknąć go i schować do SWOJEGO koszyka i zakupić. I tak będziesz go używać za parę godzin, więc nowy świeży nie jest Ci potrzebny. 

To są moje spostrzeżenia co do całej akcji. Zdaję sobie sprawy, że ile ludzi, tyle opinii. Nie każdy jest kulturalny i to co dla mnie jest w miarę do zrozumienia, dla niektórych to może być grzech nie do wybaczenia. Czytałam naprawdę wiele o tej promocji i w niektórych sklepach to były istne walki. Ja co prawda dostałam raz czy dwa z ramienia czy torebki od dziewczyny którą nawet kojarzę ze szkoły, no ale cóż...była w transie ;p 

A jakie są Wasze przemyślenia do promocji w Rossmannie? 
Omijacie szerokim łukiem czy chętnie bierzecie udział? 
W kolejnym wpisie tej serii pokaże Wam co udało mi się zakupić :) 
Do napisania! 

45 komentarzy:

  1. Otwieranie nowych kosmetyków to coś niewybaczalnego , sama ostatnio przez nieuwagę kupiłam suchy tusz ale na szczęście Pani w drogerii mi go wymieniła na nowy co ważne nie otworzony wcześniej ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ja trafiłam na otwartą pomadkę (chyba), ale nie udowodnię, że to kto inny ją otworzył, skoro dopiero w domu zorientowałam się o tym. :(

      Usuń
  2. Ja kupiłam jedną rzecz, eyeliner, chociaż chciałam więcej. Niestety tłum mnie zniechęcił :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może idź teraz? Z pewnościa tłumy minęły. :)

      Usuń
  3. Z promocji w rossmannie korzystałam dwukrotnie. Raz, tydzień temu, przyjechałam do galerii o 11 rano w środku tygodnia i liczyłam na to, że będzie mało osób, haha, a to była jakaś tragedia. Jeszcze gdyby ci ludzie byli zdecydowani, ale nie - za nic w świecie nie mogłam podejść do szafy Rimmela, bo stały tam dwie panie zastanawiające się 15 minut nad podkładem, a za nimi tłum ludzi. Dlatego wzięłam zaledwie dwa produkty, do których byłam w stu procentach przekonana i wyszłam. Natomiast dzisiaj miałam swoje drugie podejście i udało mi się kupić to, do czego nie miałam dostępu w zeszły czwartek przez natłok ludzi. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby mam już wszystko, ale myślę czy jeszcze czegoś nie kupić. ;p

      Usuń
  4. u mnie to samo bylo z tym pudłami i otwartymi szufladami - masakra! kosmetyki byly brudne i porozwalane..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję :( U mnie obyło się bez większego szwanku.

      Usuń
  5. Ja zrezygnowałam z zakupów z powodu dzikich tłumów i strasznych przepychanek :)

    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam teraz iść. Dzikich tłumów już nie ma. :)

      Usuń
  6. W tym roku ta promocja to jedna maskara. Nic nie dało się obejrzeć, bo taki DZIKI tłum. :( Ale dzisiaj byłam i pełen luzik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy się rzucił na początku, a teraz to już normalnie można iść, jakby tej promocji wcale nie było. :)

      Usuń
  7. świetny post, u mnie też coś na ten temat :)
    otwieranie nowych kosmetyków jest dla mnie nie wybaczalne a niestety przy tej promocji robi to prawie każdy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo osób, ale nie każdy, co to to nie. ; p

      Usuń
  8. Dlatego właśnie Rossmann omijam szerokim łukiem, od jakiegoś czasu kupuję kosmetyki w internecie i polecam takie zakupy wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  9. Poszłam w pierwszy dzień i to była masakra. Wprawdzie kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy, ale po prostu ogrom ludzi mnie przeraził. Te przepychanki, tłumy i tak jak piszesz - kolejka tasiemiec. W sobote było znośnie, kupiłam praktycznie to co chciałam, dziś też poszłam, zero kolejki, kilka osób przy szafach. Nie znalazłam tylko pomady wibo do brwi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mogłyśmy iść w inny dzień... ;p

      Usuń
  10. Naprawdę fajne, ciekawe spostrzeżenia masz. Ja byłam dzisiaj o 9.00 rano i było ok, dosłownie kilka pań przy szafach, znalazłam swój korektor i puder prasowany, do kasy nie było kolejki....luzik. Ja mam spore zastrzeżenia co do fachowości i wiedzy pracowników Rossmana, dziś klientka pytała o podkład nawilżający i widząc bezradność w oczach pani z obsługi, sama jej pomogłam. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wspominałam - żałuję, że poszłam pierwszego dnia a nie teraz. Bo dzikie tłumy już minęły. ;p

      Usuń
  11. Fajny post! Ja narazie się nie maluje, wiec niepotrzebne mi kosmetyki, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli omija Cię cała ta wielka "zabawa" - ale to dobrze, nadejdzie Twój czas malowania się. :)

      Usuń
  12. podoba mi się twój blog, zapraszam również do mnie https://xcandymagx2.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o promocje tego typu, tym bardziej, że w drogeriach internetowych te kosmetyki, które ja chciałam kupić są po normalnej cenie tyle co w promocji w Rossmannie. Faktem jest również to, że Rossmann podwyższa ceny przed promocją.

    Pozdrawiam,
    http://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, podwyższa ale niektóre, jak np. Lovely można kupić za grosze. :)

      Usuń
  14. Przerażają mnie te tłumy właśnie, osobiście wolę wybierać opcję dostawy do domu :D Ale ciekawych rzeczy można sie dowiedzieć z tego wpisu :D
    Zapraszam również do mnie http://fitobserwacja.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mnie też przerażały ale nie dałam się! ;p

      Usuń
  15. Hej,
    U mnie w największej galerii handlowej to samo. Porozstawiane kartony, pootwierane szafy, masakra.
    Nie rozumiem tego kompletnie, w internecie jest po takiej samej cenie jak w dniu promocji,a nie wymacane.
    Pozatym jak ktoś lubi dotknąć zanim kupi to w Superpharm taka promocja jest praktycznie co tydzień tylko na inną markę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście wolę bardziej Rossmanna niż Superpharm. Tamten sklep kompletnie mnie nie przekonuje. :(

      Usuń
  16. Nie byłam na tej promocji nienawidzę tłumów. Fajny wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze masz szansę iść a tłumów już takich nie ma. :)

      Usuń
  17. Byłam w poniedziałek 30 min po 9 myślałam, że nikogo nie będzie a jak już to pojedyncze osoby. Weszłam a tam tłum ludzi, przepychali się stwierdziłam, że nie będę się bić o kosmetyki tylko zamówię przez strone internetową i odbiorę osobiście. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam. Polecam zamawiać przez stronke.
    Pozdrawiam. Super wpis.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja zwykle uzupełniam niedobory makijażowe właśnie w czasie promocji Rossmanna;) Chyba największy szał był w początkowych dniach promocji, bo dzisiaj nie było zbyt wiele ludzi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Teraz, z perspektywy czasu, żałuję ze zrobiłam zakupy już pierwszego dnia.

      Usuń
  19. Ja wszystko zamówiłam przez internet, więc oszczędziłam sobie stresu :)
    Pozdrawiam, Juliet Monroe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wolę chyba jednak stacjonarnie. Bo zamawianie online zabiera mi frajdę sprawdzania kosmetyków, opakowań, chodzenia od szafy do szafy. ;p Taka już chyba jestem. ;p

      Usuń
  20. Czytałam o kobietach okładających się torebkami i bitwie o ostatni podkład w Warszawie, ale naprawdę ciężko w to uwierzyć. 6 podkładów-też nie kapuję dlaczego i jaki to ma sens. Najgorsze są chyba babeczki malujące się pomadkami przy regałach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że widziałam na własne oczy w poniedziałek, jak jedna z kobiet właśnie malowała sobie usta, bodajże testerem. Spojrzałam się na nią i nie dowierzałam.

      Usuń
  21. Ja nie zauważyłam jakiś skrajnych zachowań, ale panie zastanawiające sie 10 min przy szafie, który kosmetyk wybrać są wkurzające. Jestem zdania, że w np. z kolorami podkładów można zapoznać się wcześniej a na promocje przyjść z gotową listą. Podchodze biorę co trzeba i ide do następnej szafy ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. paranoja jakaś, czytałam też, że niektóre dziewczyny nawet się biły o kosmetyki. dla mnie to jest jakaś masakra totalna.

    OdpowiedzUsuń
  23. To jest masakra... Ja byłam wczoraj potrzebowałam jednej rzeczy dokładnie bronzer bo mi się skończył niestety nie kupiłam a na inne produkty nie zwracałam uwagi. Przestałam chomikować ;) a zachowanie innych... Bez komentarza :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Też mam sporo spostrzeżeń na temat tej promocji i część się pokrywa z Twoimi. To, co się działo w drogeriach to jakaś masakra. U mnie też była tylko jedna pani przy szafach i szczerze jej współczułam, bo roboty miała naprawdę dużo. W końcu wiele osób chciało się o coś zapytać.
    1. Otwieranie kosmetyków to już standard i nie wiem, czy to się kiedyś zmieni. Dla mnie to nie do pomyślenia. Sama otworzyłam jeden podkład, który chciałam kupić, tylko po to, by sprawdzić, czy jest nienaruszony. Na szczęście był zabezpieczony, więc spokojnie wrzuciłam go do koszyka.
    2. U mnie takich czerwonych pudeł akurat nie było (a odwiedziłam trzy Rossmanny).
    3. Tym razem nie zauważyłam, aby ktoś otwierał dolną szafę, ale przy wcześniejszych promocjach się zdarzało. Dla mnie to akurat trochę nie na miejscu, bo jednak od tego są panie tam pracujące i nie powinno się tam grzebać (tym bardziej, że niektóre osoby wcale delikatnie tych kosmetyków nie traktują, otwierają je etc.).
    4. Nie spotkałam nikogo, kto kupował hurtowo, ale zapewne usiał to być zabawny widok (te podkłady to chyba na trzy lata jej wystarczą).
    5. U mnie też brak kłótni, nawet sobie z jedną panią chwilę porozmawiałam przy jednej z szaf i jej coś tam doradziłam, bo w końcu trzeba sobie pomagać. Miło było :)
    6. Dlatego mam nadzieję, że firmy w końcu za standard przyjmą zabezpieczanie produktów za pomocą folii/naklejki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że otwieranie szaf jest nie na miejscu, ale widząc jedną panią, która ma masę klientek za sobą, gdzie każda o coś prosi - powiedźmy, że byłam zmuszona sama się obsłużyć. ;p Normalnie to w życiu bym nie otworzyła szafy (no chyba, że pracowałabym w takim punkcie). :)

      Byłam jeszcze w przedostatni dzień promocji w Rossmannie i pomimo, że było mniej ludzi - to zachowywali się okropnie. Głównie to były małolaty z kolegami - po prostu sił mi brakowało jak widziałam co oni wyprawiają.

      Usuń

Copyright © 2014 Myfantasyandme , Blogger