LashVolution - Moja trzymiesięczna kuracja - START 27.04-27.07

LashVolution - Moja trzymiesięczna kuracja - START 27.04-27.07

Cześć,
Jakiś czas temu na Instagramie LashVolution firma poszukiwała nowych Ambasadorek, które przetestują ich serum. Jako, że lubię testować produkty to stwierdziłam, że spróbuję. Wysłałam e-maila ze swoją kandydaturą. :) 
Jak wiecie, bądź nie, mój blog nie jest (póki co ;p) wielkim miejscem. Powoli kroczę do przodu. Zadowala mnie to, bo cały czas się rozwijam. Robię to, co lubię. A skoro mogę się rozwijać,  a przy okazji czerpać przyjemności to korzystam z tego. Ale wracając... 
Firma LashVolution po dwóch dniach odpisała mi, że dopiero za 10 dni dadzą znać czy się dostałam, czy też nie. Dopiero po świętach Wielkanocnych dostałam pozytywną odpowiedź, że zostałam jedną z Ambasadorek. Ucieszyłam się, bo moje rzęsy będą miały przez najbliższe trzy miesiące kuracje. 


Pomyślałam, że to dobra okazja, abym tutaj na blogu przedstawiła Wam moje rezultaty. Wcale marka nie kazała mi pisać o nich na blogu, a tylko przedstawić parę zdjęć na Instagramie (początkowe oraz końcowe). Jednak dla samej siebie chcę przeprowadzić taki eksperyment i wrzucać aktualizację stanu moich rzęs co miesiąc. Nie dość, że Wy zobaczycie czy są efekty, to jeszcze ja będę miała te wyniki na stałe, bo przecież posty nie zginą, a zostaną na lata. :) 



Mam tylko nadzieję, że odżywka mnie nie podrażni tylko da naprawdę dobry efekt. Nigdy nie używałam tego typu produktów, pomijając tą z Eveline za 10-15 zł, ale ją stosuję bardzo rzadko i tylko dla lepszego efektu pod maskarę. Chociaż nie wiem czy odżywkę z Eveline można zaliczyć do tej samej kategorii co produkt z LashVolution.

Dla dopełnienia formalności - zdjęcie z dnia 27.04. Jak widzicie osiągają po 5-7 cm, więc liczę chociaż na 10 cm.
Jeszcze dodam, że producent sugeruje, aby odżywkę stosować na wieczór oraz tylko na górną linię rzęs, więc i ja będę tak robić. :)




Dajcie mi znać jeśli używałyście tego produktu, jak u Was się sprawdziła i czy jesteście zadowolone. 
Do napisania! :)

 Rossmann -49%/-55% - zachowania klientów w drogerii - Moja opinia

Rossmann -49%/-55% - zachowania klientów w drogerii - Moja opinia

Cześć,
Jak wiecie od paru dni trwa wielka wyprzedaż w znanej drogerii Rossmann. Akcja nadal trwa, także Ci z Was, którzy się jeszcze nie załapali mają wielką szansę. 
Z obserwacji widzę, że robienie zakupów teraz jest lepszą opcją niż udział w niej przez pierwsze dni. 


Niedawno na blogu był wpis o tym, co zamierzam kupić na promocji. Nie było tego sporo, jednak wiedziałam dobrze, że oprócz tego co Wam pokazałam - chcę zaopatrzyć się w inne produkty, których nie mam bądź które mnie w ostatnim czasie zainteresowały. 
Jednak zanim przejdę do pokazania Wam moich zdobyczy (oj tak, zdobyczy, na przykład chwycony przez koleżankę ostatni korektor Astora (dziękuje Ci!), który wszędzie był wykupiony a mi się udało ot tak go zdobyć czy też pomadki Lovely, które dostałam z magazynu w ilości "hurtowej" do rąk własnych (3-4 opakowania po 3 pomadki z różnymi odcieniami) - opowiem Wam moje przemyślenia i obserwacje, które dotyczą właśnie całej tej wielkiej akcji. Zdobycze pokażę Wam w osobnym poście, aby ten wpis nie był za długi. 

Jak wiecie, bądź nie, drogerie w takich dniach często podwyższają ceny produktów. Sama nie za bardzo orientuje się ile kosztuje dany kosmetyk, no chyba, że nagminnie go kupuję bądź po prostu wiem i utkwiło mi to w pamięci. Kiedyś już pisałam, że jestem niezłym obserwatorem i niestety ma to swoje plusy i minusy. 
Na promocję wybrałam się pierwszego dnia, z samego rana. No dobra, prawie z rana, chciałam się lekko wyspać ;p W galerii handlowej (bo jest to mój najbliższy punkt z Rossmanem) byłam 30 minut po otwarciu sklepu. Weszłam jakby nigdy nic i zobaczyłam kolejkę do kasy. Pomyślałam "spora", choć to był jej dopiero początek. Jednak poszłam dalej przez alejki z szamponami i produktami do depilacji. Usłyszałam szmer, nie byle jaki szmer, a mianowicie - głosy kobiet. I to już mnie zaniepokoiło. Bo normalnie jak wstępujesz do drogerii to nie słyszysz kilkunastu głosów przeróżnych osób. Najczęściej zakupy robimy w ciszy albo cicho rozmawiamy. 
Zerknęłam na kosmetyczne szafy i... byłam w szoku. Po prostu to było niewiarygodne. Chyba w życiu nie widziałam tylu osób w jednej drogerii w jednym punkcie! 
Myślałam, że jak pójdę rano to tyle osób nie będzie. Bo przecież ludzie pracują, chodzą do szkoły czy na uczelnię. Otóż bardzo mocno się pomyliłam i widocznie 100 osób pomyślało tak samo jak ja. ;p 
Kolejka do kasy także przerosła moje oczekiwania. Jeśli powiem, że była tak długa, że ostatnie klientki stały przy szafie Bourjois to uwierzycie mi? Bo tak właśnie było.
No ale dobra. Mnóstwo osób, wielki szał zakupów. 
Jestem osobą, która nie do końca lubi się pchać, dlatego wolę poczekać aż zrobi się luźniej i wtedy patrzeć co mi się podoba. Spędziłam w drogerii dwie godziny. A minęło to jak 30 minut. Wcale nie czułam tego, jak leci szybko czas. Przez te dwie godziny wiele zaobserwowałam. 
Po pierwsze - mała liczba pracowników. Dwie osoby na kasie (gdy ja podchodziłam do kasy, po 11 to były już otwarte 4, więc szło naprawdę sprawnie) oraz jedna osoba, która pomagała przy szafach. To trochę absurd. Wcześniej były dwie kasy czynne i także jedna osoba do pomocy. W kółko rozrywana, każdy coś chciał i latała szalona kobieta od szafy do szafy, z magazynu do klientek i tak w kółko. Jednak przyznam, że była naprawdę pomocna i chętna do tego, aby pomóc. 

Ale dość o tym, skoro byłam dwie godziny to zaobserwowałam kilka zachowań klientów. Oprócz tego spędziłam sporo godzin na różnych portalach, gdzie kobiety chwaliły się swoimi zdobyczami, a także krytykowały inne zachowania. To pozwoliło mi zbudować moją listę zachowań klientów, ale także personelu. 

No to zaczynamy... :) 
1. Otwieranie pełnowymiarowych kosmetyków. 
Kiedyś sama otwierałam. No cóż...testerów często nie było i nie będę kłamać, że mi się to nie zdarzało. Jednak ile miałam lat? Porównując to, co było kiedyś, a to co jest dziś to wielka różnica. Dzisiaj testery są na porządku dziennym, choć jak wiadomo - od każdej zasady istnieją wyjątki. Często też ten produkt, który był otwarty - a nie był testerem - także wędrował w moich łapkach. Taka sztuka już do sprzedaży nie pójdzie, a jeśli -naście osób otworzyło go przede mną to i ja już mogę sprawdzić kolor. I właśnie takie otwieranie kosmetyków (ta druga opcja) jestem w stanie tolerować, co tych zafoliowanych już nie bardzo. Na tej promocji też mi się zdarzyło otworzenie pełnowymiarowego produktu i wiecie co? Cieszę się. Bo chciałam go kupić i gdybym tego nie zrobiła to kupiłabym śmierdzącą pomadę do brwi - przeterminowaną, zużytą i niechlujną.
Jednak najbardziej rozbroiła mnie babka po 40, która kucała naprawdę dobre parę minut przy szafach blokując dostęp do kosmetyków. Aż musiałam przerwać zakupy i popatrzeć na nią. Gdybyście widzieli z jaką siłą PRÓBOWAŁA otworzyć zafoliowany kosmetyk. Nie udało się jej :( Jednak naprawdę silnie z nim walczyła. Odłożyła go najprawdopodobniej na półkę. I proszę mi tu nie pisać, że tylko gimnazjalistki otwierają kosmetyki bo normalnie Was wyśmieję. ;p 
Drugą klientką była dziewczyna w moim wieku, może trochę starsza. Akurat stałam przy szafie Rimmela. Sięgnęła po pomarańczowy tusz (opisywałam go TUTAJ), otworzyła PEŁNOWYMIAROWY produkt aby sprawdzić szczoteczkę, po czym odłożyła i wzięła ten, który był bardziej schowany z tyłu. Spojrzałam się na nią i tylko sobie o niej coś pomyślałam. Wiedziałam, że będzie ona moją inspiracją do napisania tego postu. ;p Nie pomyliłam się. 

2. Czerwone kosze z kosmetykami przy szafach 
Nie wiem jak u Was, ale u mnie w galerii w poniedziałek było kilka koszy(podpisane marką) z kosmetykami. Nie do końca rozumiem czy zabrakło czasu na rozłożenie czy klienci mogli szukać w nich. Niektórzy szukali, niektóre panie się dziwiły "a to tak można?". Sama zirytowana już, że nie mogę się dostać do szaf szukałam w nich czegoś ciekawego. Każdy kosmetyk starałam się delikatnie przekładać i powiem Wam, że chyba nic nie było zniszczonego, co jest wielkim plusem. Jednak nie były to rozłożone kosze, jak w co poniektórych sklepach, tylko położone na sobie. Nie omieszkam wrzucić zdjęć z Internetu, które znalazłam z ówczesnej promocji. Bo to są jakieś żarty jak personel je położył.


Rozumiem - brak czasu, za mało ludzi na zmianie, jednak czy tak zachowuje się drogeria? Jedyny plus jest taki, że w mojej drogerii taka akcja nie miała miejsca. Kosze później zniknęły.
A tutaj? Brak słów na takie zachowania. Jeśli któraś z Was pracuje w Rossmanie i wie, dlaczego taki widok można było spotkać w drogerii to poproszę o słowo wyjaśnienia, bo naprawdę nie rozumiem. 

3. Otwieranie szuflad przy szafach kosmetycznych
To także miało miejsce. Czy uważam to za wadę? Nie do końca. Jeśli dana osoba otwiera szafę i nie grzebie w niej jak po swojej w domu, a tylko chcę konkretny kosmetyk, a widzi, że pracownik sklepu jest w kółko zajęty to okey - rozumiem. 
Sama otworzyłam szafę 2-3 razy aby wziąć nietykalny produkt. Nic nie zniszczyłam, nie otwierałam kolejnych produktów. Wzięłam jeden produkt, który chciałam, zamknęłam szafę i odeszłam aby nie zawadzać klientkom. Żadna osoba nie zwróciła mi uwagi, a panie, które pracują tam na pewno przechodziły i mogły to widzieć. Co innego gdyby jakaś osoba rzuciła się na szufladę i otwierała każdy kosmetyk, a co innego jak kulturalnie bierze się daną rzecz i zamyka. Tak zrobiłam w jednej drogerii, tylko pierwszego dnia. Ale wiecie co? Czułam się trochę jakbym tam pracowała! ;p  Gdy poszłam drugi raz - poprosiłam o dany kosmetyk. Także jednorazowa akcja, która z perspektywy czasu wydaje mi się nawet odrobinę zabawna. 

4. Kupowanie hurtowo kosmetyków.
Co powiecie na 5 tuszy do rzęs i 6 podkładów? Do tego paletka trio do konturowania, dwa rozświetlacze, jeden bronzer i 3 korektory? Podziwiam osoby, które kupują takie zapasy. 
W tym roku nie skusiłam się na żaden podkład. Uważam, że są one naprawdę drogie w drogerii stacjonarnej. Prawie 70 zł za pokład z Revlonu? (Nigdy go nie miałam, ale wiem, że to taki klasyk) czy 60 za Bourjois? Przecież w sieci można je kupić za grosze. Chociażby na stronie E-glamour gdzie ceny są kosmicznie niskie. Sama wiem, że przepłaciłam za niektóre produkty, jak korektor z Astora, no ale cóż...
Obejrzałam masę filmów na YouTubie ze zdobyczami z Rossmanna. I wiecie co? Jedna dziewczyna przeszła samą siebie. 
Wiek? 13-15 lat, a kosmetyków kupiła więcej niż ja do 18 roku życia. Wydała 400 zł kupując właśnie tą listę, którą wymieniłam na początku, czyli 6 podkładów itp. Na domiar złego - każdy otworzyła. Także każdy kto wie jak obchodzić się  z kosmetykami może wysunąć wnioski ile straciła pieniędzy. Po drugie podziwiam rodziców, którzy dali jej prawie pół tysiąca na zachcianki makijażowe. Ja w wieku 13 lat używałam tuszu i jednego cienia(szaleństwo) nakładając go palcem. Gdzie mi w głowie konturowanie, podkłady i inne bzdety. 
Inną sprawą jest to, czy naprawdę da się zużyć tyle produktów w takim czasie? Nawet jeśli dana osoba zaopatruje się w kosmetyki co pół roku (na przykład co promocję w Rossmannie) to uda mu się zużyć 6 podkładów, tyle tuszy i inne kosmetyki, zakładając, że makijaż tymi kosmetykami wykonuje tylko sobie? 

5. Dzikie tłumy, mało kłótni
Nie wiem jak Wy, ale ja zauważyłam, że wcale tak niekulturalnie nie było jak wiele osób zarzuca. Nikt się nie pcha, nie wyrywa z rąk. Gdy jedna pracownica pomagała klientkom w szukaniu produktów - każdy czekał na swoją kolej. Także naprawdę nie rozumiem wielkiego oburzenia zachowaniem klientów. Mnóstwo osób, wykupiony asortyment i kolejka na pół sklepu - owszem, ale czy chamskie zachowania mają miejsce? Myślę, że w coraz mniejszej skali. Nie do końca rozumiem kupowanie hurtowo, o czym napisałam wyżej, jednak poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń co do klientów. 

6. Kupowanie otwartych kosmetyków
No niestety, zdarza się i to. Sama niestety chyba zakupiłam 1-2 produkty otwarte wcześniej. Choć pewności nie mam. Dlatego jest to wielki minus takich wyprzedaży. Zwrócić się nie da, udowodnić także, jednak jak się przekonać, że kosmetyk nie był otwierany bez wcześniejszego sprawdzenia? Sposób jest jeden, a w zasadzie dwa. 
Po pierwsze - nie kupować na promocji.
Po drugie - otwierać kosmetyk jeśli się jest PEWNYM, że się go weźmie, a nie odkładać na półkę. A jeśli widzi się, że był otwierany to wyłożyć go na początek albo dać osobie z personelu. Jeśli zaś nie był otwierany to zamknąć go i schować do SWOJEGO koszyka i zakupić. I tak będziesz go używać za parę godzin, więc nowy świeży nie jest Ci potrzebny. 

To są moje spostrzeżenia co do całej akcji. Zdaję sobie sprawy, że ile ludzi, tyle opinii. Nie każdy jest kulturalny i to co dla mnie jest w miarę do zrozumienia, dla niektórych to może być grzech nie do wybaczenia. Czytałam naprawdę wiele o tej promocji i w niektórych sklepach to były istne walki. Ja co prawda dostałam raz czy dwa z ramienia czy torebki od dziewczyny którą nawet kojarzę ze szkoły, no ale cóż...była w transie ;p 

A jakie są Wasze przemyślenia do promocji w Rossmannie? 
Omijacie szerokim łukiem czy chętnie bierzecie udział? 
W kolejnym wpisie tej serii pokaże Wam co udało mi się zakupić :) 
Do napisania! 
-49%/-55% - dla kogo, kiedy i co warto z nich wyciągnąć - Rossmann

-49%/-55% - dla kogo, kiedy i co warto z nich wyciągnąć - Rossmann

Cześć,
Myślę, że w blogosferze już niemalże każdy, kto siedzi w branży kosmetycznej (albo lubi kosmetyki) z pewnością słyszał o promocji (jakże wielkiej) w Rossmanie. Obejmuje wyłącznie produkty do makijażu, dlatego fanki pielęgnacji mogą być zawiedzione, choć myślę, że Rossmann także tą część klientek w swoim czasie rozpieści, jak to miało miejsce chociażby w 2015r (maj).


Odpowiedźmy sobie na podstawowe pytania dotyczące promocji:

Dla kogo? 

Dla wszystkich. Jednak w tym roku Rossmann postanowił wyróżnić grono "fanów" tego sklepu. W jaki sposób? Dla osób, które należą do Klubu Rossmana (aktywny klub od 10 kwietnia br.) obowiązuje -55% przy zakupie minimum trzech produktów, zaś dla całej reszty jest to nadal -49%.

Kiedy?

Tutaj także sprawa jest inna. W tym roku nie ma podziału na kategorie, jest jedna wielka promocja. Obowiązuje w dniach 20-28 kwietnia, czyli dużo krócej niż zazwyczaj, bo niemalże o dwa tygodnie mniej niż zawsze (także już dziś można sobie wyobrazić te tłumy przy szafach).

4 fakty, które mówią, że WARTO uczestniczyć w promocji Rossmann:

1.  Oczywista oczywistość - kosmetyki w niższych cenach.
Tylko uwaga, nie dajmy się oszukać. Często Rossmann, jak i inne sklepy - parę dni wcześniej podwyższa ceny produktów, dlatego warto patrzeć na przykład na etykiety z ceną przy danym kosmetyku kiedy została wydrukowana. Drugi sposób aby nie dać się oszukać to sprawdzić cenę danego produktu przez Internet. Żyjemy w XXI wieku, niemalże każdy ma dostęp do sieci z telefonu, a jeśli nie macie Internetu własnego to Wifi w galerii załatwi sprawę. Porównanie cen na miejscu może być dla Was naprawdę świetnym rozwiązaniem, bo po co przepłacać za dany kosmetyk, skoro można go dostać dużo taniej gdzie indziej, na przykład podłady  Bourjois czy Rimmel.
Inną sprawą jest to, że warto wybierać po prostu tańsze produkty. Jeśli wiesz, że kończy Ci się rozświetlacz, a ulubionym jest ten kultowy z Wibo - to sięgnij po niego. Zapłacisz grosze. Produkty, zwłaszcza Wibo/Lovely czy Essence to po prostu grosze na promocji. A wcale do najgorszych kosmetyków ich zaliczyć nie można.

2. Zaopatrzenie się w perełki kosmetyczne
Nie wiem jak Wy, ale mi jest po prostu żal wydać 70 zł na podkład czy szminkę. Może się to z czasem zmieni, ale na dzień dzisiejszy jest to dla mnie duża kwota. Za tyle to ja mogę mieć 5 naprawdę dobrze napigmentowanych płynnych pomadek z Lovely, które są według mnie niesamowite. Jakoś nie mam zamiaru płacić za markę, wolę płacić za dany produkt, jego działanie.

3. Dobry sposób na poznanie nowych kosmetyków
Może nie jest to do końca ekonomiczne patrzenie, ale kurczę  - dlaczego mamy cały czas się ograniczać? Jeśli chcę wypróbować eyeliner w odcieniu innym niż czarny to zakupię go, bo przecież to świetna wymówka aby w taki dzień nabyć kosmetyki, na które normalnie bym się nie skusiła. 

4. Uzupełnienie zapasów
Jeśli jak ja lubicie kosmetyki to taka akcja jest świetna, gdy wiecie, że coś się Wam kończy na przykład podkład, tusz czy inny kosmetyk. 


Czego ja będę szukać na promocji w Rossmanie? 




1. Lovely, Matt & Lasting, lip gloss matowy do ust z formułą długotrwałą.Nie wiem jeszcze jaki kolor ale na jeden chciałabym się skusić, bo są to świetne produkty.




2. Maybelline, Colossal Go Extreme, Kajal, liner, niebieski 
Tutaj pod uwagę biorę właśnie ten produkt z Maybelline albo Eveline - Eveline, Mega Max, kredka kajal do oczu, niebieska. Będę musiała ocenić na miejscu która jest lepsza. Różnica w cenie ogromna, bo około 20 zł

3. Lovely, Natural Beauty, róż do policzków. 
Posiadam tylko jeden róż i nie za bardzo go lubię, także myślę, że mogę sobie pozwolić na jeden dodatkowy, w odcieniu który mi się najbardziej spodoba. 

4. Lovely, Style Secrets, czarne kępki do rzęs w trzech długościach. 
Zawsze chciałam zrobić dłuższe rzęsy, jednak nie mam tego całego sprzętu. Jesli promocja je także obejmie, a mam nadzieję, że tak to chętnie kupię. 

Jest to moja luźna lista rzeczy, które chcialabym nabyć. Jeśli nic nie kupię to tragedii nie będzie, ale to co wymieniłam to produkty, które mogłabym kupić. :) 

4 fakty, które mówią, że NIE warto uczestniczyć w promocji Rossmann: 

1. Naciąganie samych siebie
To chyba główny powód. Czasami kupujemy to, co nam się nie przyda. Idziemy za tłumem. Warto przed pójściem do drogerii z góry ustalić co chcemy kupić, wziąć daną liczbę pieniędzy i myśleć rozsądnie.

2. Częsty brak testerów
Z tym się można bardzo często spotkać, a w czasie takiej akcji to wręcz nieuniknione. Co wtedy robi połowa klientek w danej drogerii? Otwiera opakowania, które są przeznaczone do kupienia. Cóż się dziwić, skoro brak testerów, a kobieta to skomplikowane stworzenie, które lubi dotknąć, powąchać, zobaczyć i ocenić. ;p 

3. Pułapki cenowe
NIe raz można kupić produkt, który online może być w takiej samej cenie, co na promocji, a nawet taniej, na przykład podkłady :) (patrz punkt 1 zalet kupowania na promocji)

4. Przepychanki i brak kultury
Tutaj nie mowa o ekspedientkach, do nich nie mam pretensji o nic. To tylko ludzie, wykonujący daną pracę, wiec nie są wcale niczemu winne te osoby. Mowa o klientach, które nie znają zasad. Choć sama się z takim czymś nie spotykam, to wiem, że istnieje takie coś. Ja zawsze gdy widzę pełno osób przy danej szafie to po prostu albo czekam aż zrobi się luźniej, albo po prostu idę do innej, a gdy znowu spróbuję tam podejść i widzę, że osób jest mniej to podchodzę. To tylko kosmetyki i nie ma po co się pchać. :) 


A wy jaki macie stosunek do promocji w Rossmanie? 
Skorzystacie w tym roku czy odpuścicie? 
Do napisania! :)
20 faktów o mnie, czyli czego o mnie nie wiecie - 90 obserwatorów, dziękuje! : )

20 faktów o mnie, czyli czego o mnie nie wiecie - 90 obserwatorów, dziękuje! : )

Hej, z racji, że na moim blogu wybiło 90 obserwatorów to postanowiłam zrealizować kolejny Tag.
Chyba jeszcze nie mieliście okazji mnie bliżej poznać, dlatego to dobra okazja, abym się przed Wami trochę odkryła. :)

 20 FAKTÓW O MNIE 

1. Jestem osobą nieśmiałą, ale nie do bólu. Jeśli sytuacja mnie zmusza (np. praca, szkoła) to potrafię być otwarta, a nawet za bardzo. Potrafię żartować, pokazywać jaka to jestem niezdarna czy silna (zależnie od sytuacji). Jednak szybko się zawstydzam i wycofuję.

2. Niezły ze mnie obserwator... - zauważyłam, że potrafię naprawdę dobrze obserwować zachowania innych ludzi, analizować ich i po cichu wyciągać wnioski. Taki cichy ze mnie obserwator. Często w szkole zauważałam to, czego ktoś inny nie potrafił dostrzec. Nie raz ludzie się dziwili skąd co nie co wiem.

3. W trzeciej klasie gimnazjum miałam świadectwo z paskiem, zaś w 6 klasie podstawówki zabrakło mi trzech setnych do otrzymania go (4,72/3, a pasek otrzymuje się od 4,75).

4. Nauczyłam się (tak troszkę) grać na gitarze, bez fachowej pomocy. Jestem samoukiem.

5. Uwielbiam, a wręcz kocham muzykę! Nie wyobrażam sobie dnia bez tego i nie rozumiem ludzi, którzy nie znoszą słuchania melodii. Po prostu nie umiem tego zrozumieć ;p

6. Jestem osobą bardziej o umyśle humanistycznym niż ścisłym. Nigdy nie byłam dobra z chemii, matematyki czy biologii, za to lubię tworzyć, kreować, pisać wiersze czy....malować się! ;) 

7. Ciężko nauczyć mi się języków obcych. Od zawsze mam z nimi problem. Zazdroszczę osobom, które nauczyły się go jeszcze w podstawówce. Niestety zawsze trafiałam na słabych nauczycieli (oprócz technikum, jednak tam był za wysoki poziom i nie nadążałam za resztą). Dopiero po ukończeniu szkoły widzę rezultaty w tej dziedzinie, choć to i tak mało.


8. Odkąd pamiętam - miałam lepszy kontakt z kolegami niż koleżankami. Nieważne jaka szkoła i poziom edukacji - zawsze to właśnie z panami lepiej się dogadywałam. Według mnie dziewczyny/kobiety to zawistne i fałszywe osoby, które tylko by plotkowały ;p Wiem, że nie każda taka jest, jednak nie zmieni to mojego punktu myślenia i ja wolę i tak rozmawiać z płcią męską. :)

9. Mam dwie siostry, które są ode mnie starsze. Katarzyna - o trzy lata starsza ode mnie oraz Monika - dwa lata starsza.

10. Ukończyłam szkołę średnią (technikum) jednak nie otrzymałam tytułu technika ze względu na niezaliczenie jednej kwalifikacji (5/6 egzaminów zdanych), za to maturę zdałam choć nie chciałam do niej podchodzić - więcej stresu niż było to warte. Raczej przyszłości nie wiążę z tą branżą, a jeśli tak to myślę, że ten papier do końca mi nie będzie potrzebny.

11. Mam lęk wysokości.

12. Boję się wszelakich karuzeli, ekstremalnych przeżyć i tym podobne. Trochę mnie to frustruje, że nie doświadczam życia na pełnej adrenalinie, jednak moje obawy i lęki na dzień dzisiejszy są za silne.

13. Moja szczęśliwa liczba to 7 - urodziłam się tego dnia i miesiąca, dodatkowo często miałam numer 7 w dzienniku.  : )

14. Na prawej dłonie odkąd pamiętam mam z żył bądź czegoś widoczną liczbę 8 i zawsze zastanawia mnie co to może oznaczać. ; p

15. Boję się zwierząt, a od pewnego czasu ( 3-4 lata) także gryzoni - na przykład chomików. Miałam kilka chomiczków. Jeden z nich był przesłodki, nosiłam go, dawałam mu wszystko do jedzenia, to co ja miałam - on też jadł, dlatego gdy go brałam na  dłonie to lizał moje paluszki. Jednak pewnego dnia gdy go wzięłam - ugryzł mnie mocno w dłoń (część między kciukiem a palcem wskazującym), a na drugi dzień zdechł. Przypuszczam, że był chory i nie chciał bym go wzięła na dłonie. Pamiętam to do dziś. :( Jednak po tym jak mnie ugryzł i czułam ból - mam niestety wielki dystans do tych gryzoni i na dłonie już nie wezmę bo się boję.

16. Kolejny fakt o chomikach. Kupiłam kiedyś w zoologicznym chomiczka syryjskiego (to największe z tych popularnych, nie mówię o europejskich). Była to samiczka. Po paru/nastu dniach gdy chciałam jej posprzątać w klatce zobaczyłam w domku parę małych, dopiero narodzonych gryzoni. Nigdy nie poczułam takiej słabości w ciele jak wtedy. Serce stanęło, a nogi mi się ugięły. Dla nastolatki to wielki szok! Było ich około 5-6 i prawie wszystkie niestety mi padły niemalże od razu, jednak jeden chomik dłużej żył, że mogłam go przenieść do osobnej klatki.  Emocje niesamowite! :)

17. Nigdy nie farbowałam całych włosów. Raz w życiu zrobiłam ombre i planuję niedługo większą zmianę.

18. Byłam harcerką. Co prawda nie był to długi okres czasu (rok,dwa), jednak na jeden (jak nie dwa) obozy udało mi się pojechać. Niesamowite przeżycie i każdemu polecam.

19. Wolę nosić spodnie niż spódniczki/sukienki. W spodniach czuję się bardzo komfortowo, a to stawiam często na pierwszym miejscu, jednak nie mówię, że to się nigdy nie zmieni.

20. Często biorę udział w konkursach i sporo wygrywam. W zeszłym roku wygrałam około 109 konkursów (brałam udział od sierpnia) i uważam to za dobry wynik.  Sprawia mi to wiele frajdy, a wygrywanie to coś niesamowitego. Super jest uczucie, gdy wiesz, że poświęciłeś na to czas a dana osoba to doceni spośród setek komentarzy. Moimi największymi osiągnięciami jest wygranie pomadki Kylie GORG, kosmetyków Kiko Milano czy też butów ledowych a także wielu wielu innych. Nie wstydzę się tego, że biorę udział w konkursach, każdy ma swoje hobby a to pozwoliło mi zacząć blogować, pisać, udzielać się i poznawać inny świat. :)


Póki co zostawiam Was z tymi 20 faktami. Z pewnością na kolejne osiągnięcia blogowe pochwalę się innymi ciekawostkami o mnie. Trochę tego jest, także szykujcie się! : ) 


Nivea Invisible - For Black&White -Przyjaciółki Nivea

Nivea Invisible - For Black&White -Przyjaciółki Nivea

Cześć,
Parę dni temu na jednym z blogów dowiedziałam się o akcji "Przyjaciółki Nivea". Jako, że od lat w moim domu używa się produktów tejże marki - stwierdziłam, że poczytam trochę o tym i zagłębię się w tej dziedzinie.  Z tego co się zorientowałam, jest to świeża sprawa. 
Od pewnego czasu posiadam konto na Nivea i aktywnie biorę udział we wszelkich konkursach czy testach. Dwa razy udało mi się dostać i miałam okazję testować płyn micelarny oraz krem do skóry wrażliwej.


Krótko o akcji: 
Akcja "Przyjaciółki Nivea" jest skierowana dla blogerów oraz vlogerów, czyli coś dla nas. Jako, że mój blog jest świeżym (niecały rok blogowania, aktywny blog od stycznia/lutego tego roku) to myślałam, że nie mam szans, lecz spróbowałam i wysłałam zgłoszenie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po kilkunastu godzinach dostałam informację, że dostałam się do tego zacnego grona Przyjaciółek. :) Jednak poza komunikatem o dostaniu się nie było żadnych innych informacji, dlatego nie za bardzo wiedziałam co robić dalej. Miałam w planach napisać post o produktach ww. marki, bo jak wspominałam wcześniej posiadam kilka w swojej kosmetyczce. 

Na pierwsze ogniwo miał iść najświeższy produkt - antyperspirant Invisible, który otrzymałam w ramach testowania (zostałam zwyciężczynią jako jedna z 500 osób na Wizażu - najprawdopodobniej). Jednak dzisiaj do moich drzwi zadzwonił kurier i wręczył dwie paczki - niespodzianki. Niespodzianki dlatego, że nie miałam pojęcia od kogo (choć oczekuję kilku).
Okazało się, że z okazji, że jestem oficjalną członkinią tego klubu - otrzymałam dwie paczki ambasadorskie, które niesamowicie poprawiły mi humor. 
Jedną z nich przedstawię Wam dzisiaj, zaś drugą za parę dni.



W pierwszej znalazłam dwa antyperspiranty - dla Niej i dla Niego, czyli zestaw idealny. 
Swój, jak już wspominałam - znam, a więc z przyjemnością Wam go zrecenzuję, zaś męską wersję nie mi oceniać, ale dwa czy trzy słowa ode mnie otrzyma. 
Samo opakowanie "Moja Nivea" jest dla mnie rewelacyjne. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię praktyczne opakowania, które są wtórnego użytku. Dlatego cenię sobie opakowania Beglossy czy Golden Rose. To wyżej przedstawione także posłuży mi do schowania moich rupieci. :)


Ale co do produktów...
Oba mają po 150ml, czyli standardowa pojemność dla tego typu produktów. To co wyróżnia je to ruchoma górna część opakowania, która pozwala zabezpieczyć produkt a także uchronić przed dziećmi. Nawet ja miałam na początku problem, aby cokolwiek wydobyć. ;p



Invisible Anti-perspirant for Black&White dla Niej - posiada typowy zapach dla marki, czyli wyczuwalny kremowy zapach. Nie jest nachalny. Jest to pielęgnacyjny produkt do ochrony przed niechcianym zapachem. Według producenta nie pozostawia białych śladów na czarnych ubraniach oraz żółtych na białych. Stosuję go od pewnego czasu i śmiało mogę zgodzić się z tymi zapewnieniami. Było już kilka dni cieplejszych, a przy aktywności łatwo sprawdzić dany produkt. To co ważne to nie podrażnia skóry. 

Invisible Anti-perspirant for Black&White dla Niego -  tego produktu nie mogę zrecenzować, bo jest on przeznaczony dla mężczyzn, dlatego przy najbliższej okazji podaruje go mojemu Lubemu. Jednak to co mogę napisać to fakt, że urzeka mnie zapach. Jestem miłośniczką męskich zapachów i ten przypadł mi do gustu. Jest świeży i nawet długo utrzymuje się zapach (sprawdzony przeze mnie na rękawie ;p). Przyznam się, że nawet szata graficzna męskiej wersji podoba mi się bardziej. :) 



Bardzo mi miło, że marka Nivea dała mi szanse na zostanie ambasadorką. Jeśli którąś z Was zainteresowałam to zapraszam serdecznie na ich stronę, gdzie dowiecie się wszelkich szczegółów dotyczących tej akcji. 
Dodam na koniec, że fakt, że wyżej wymienione produkty otrzymałam nie wpływa na moją opinię o nich. Jeśli coś mnie zawiedzie - z pewnością się o tym dowiecie. Póki co zastrzeżeń nie mam. 

Miałyście okazję testować produkty tej marki? 
Jak się u Was sprawdziły? 
Do napisania! :) 


Blog a życie prywatne - jak to pogodzić?

Blog a życie prywatne - jak to pogodzić?

Cześć,
W ostatnim czasie wiele się u mnie dzieje. Zmiana trybu życia, pierwsza praca, a co za tym idzie - mniej czasu na blogowanie, ale czy z tego powodu zaniedbam blogosferę? Myślę, że nie. To dopiero moje początki w tym wielkim internetowym świecie i mam nadzieję, że nie zaprzestanę jeszcze przez długi okres czasu.


Często do głowy wpadają mi pomysły na tematy, które z pozoru mogą być trudne, jednak po przemyśleniu można znaleźć naprawdę dobre rozwiązania. Zauważyłam, że u mnie sprawdza się metoda na posty w kompletnie nieoczekiwanym momencie. Tak jak na przykład ten tutaj. Myślę o jednym, zaraz do głowy przychodzi inna myśl aż wreszcie obie myśli się łączą i powstaje nowy post, który może być nie tylko pomocny dla mnie w codziennym życiu w chwili zwątpienia, ale także dla osób, które nie zawsze sobie radzą z natłokiem obowiązków.

Przyznam się szczerze, że obowiązków nie mam dużo. Nie studiuję, także to daje mi więcej czasu dla mnie, jednak praca pełnoetatowa nie pozwala na realizowanie swoich celów tak jak przed podjęciem takiej pracy. Problem stwarza się w sytuacji, kiedy Twoje godziny pracy są tak zestawione, że czasami ciężko cokolwiek zrobić prócz pracy, spania i jedzenia.

Początki są trudne, sama jestem na początku i nie wiem co los przyniesie. Wiem jedno - praca, którą wykonuję dziś jest dla mnie tak męcząca jak jeszcze nigdy w życiu. Myślałam, że będzie to łatwiejsze, jednak moje stopy odmawiają mi posłuszeństwa. Tak przy okazji, dzięki/przez tą pracę doszłam do wniosku, że żałuję, że człowiek nie może mieć zapasowych stóp ;p Nie nóg, tylko stóp - to wiele by ułatwiło, naprawdę! :)
Ale wracając..

Jak to wszystko pogodzić? Już mówię : )

1. Wygospodaruj określony czas w tygodniu na blogowanie - to bardzo ważne! Czasami zwykłe czynności, codzienne planowanie może Ci bardzo pomóc i upewnić Cię w przekonaniu, że jednak masz czas na blogowanie, na to co kochasz, uwielbiasz. Jeśli to robisz to znaczy, że lubisz to, a wiec co stoi na przeszkodzie?
U mnie blogowanie oraz przeglądanie innych blogerek to must have, jeśli napiszę, że każdego dnia to chyba nie skłamię. :) Mam kilka stron, które odwiedzam regularnie każdego dnia i od miesięcy się to nie zmienia. Także czas na moje hobby zawsze się znajdzie.

2. Pomimo trudności nie poddawaj się

"Łatwo powiedzieć, trudno zrobić" - czyż nie? Też tak mam, jednak staram się walczyć. Dziś nawet doszłam do wniosku, że więcej pracuję niż śpię! I wcale nie robię nadgodzin, po prostu tak musi być. I szczerze? Nie do końca daję radę, ale kto powiedział, że będzie lekko?
Pisanie postów "na raty" także może skutkować świetnym wynikiem na koniec. Czasami pisanie o czymś, recenzowanie produktu czy też sesja zdjęciowa wygląda lepiej gdy jest dopracowana na ostatni guzik. Poświęć parę dni na przygotowanie idealnego posta na bloga przy parunastu minutach każdego dnia na jego zrealizowanie, a efekt z pewnością będzie niesamowity.

3. Kilka postów na zapas

Może nie jest to do końca dobre rozwiązanie (dla niektórych), jednak ja uważam, że jest to świetna opcja dla osób, które nie zawsze wiedzą o czym napisać bądź wiedzą, że ich czas i grafik może być naprawdę napięty. Co w tym złego, że post nie jest napisany sekundę przed opublikowaniem, skoro jest doskonały i nie jest to wpis "od czapy"?
Sama stosuję tą taktykę. W wolnej chwili potrafię napisać po dwa, trzy posty, które sprawdzam po kilka razy, dodaję zdjęcia i tym podobne. Korzystam z mojej weny, bo nie wiem kiedy znowu zaatakuje. :)

4. Stawiaj na minimalizm, ład i harmonię

Czasami jak widzę posty u niektórych, ojeju - głowa mała!
Po pierwsze masa zdjęć - dodam od razu - lubię zdjęcia, są przepięknym elementem do wpisów. Potrafią bardziej zobrazować to, co autor miał na myśli, przedstawić produkty, miejsca, ludzi itp. Jednak jak widzę po 3 i więcej zdjęć niemalże z tej samej perspektywy tego samego produktu, miejsca ludzi to dostaję szału. JEDNO wystarczy, max DWA.
Po drugie mnóstwo tekstu "od autora", " od producenta", "od strony www", "co miał na myśli" - to nie analiza wiersza ! Jeśli chcę znać skład i opinię producenta - wejdę na stronę, nie zaśmiecaj sobie bloga, a czytelnikowi nie marnuj czasu na czytanie i przewijanie tekstu, który w 90% jest pomijany.
Po trzecie - niekończący się post. Nie znoszę tego jak autor bloga tworzy post który trwa i trwa a ja tracę siły w połowie. To jest skupisko pierwszej i drugiej cechy. Jednak nie tylko. Czasami warto podzielić post na dwa, trzy. Da ci to posty "na raty" a także nie zmęczysz czytelnika.

To moje cztery zasady, którymi będę się kierować i mam nadzieję, że nie jedna z Was także coś z nich wyciągnie dla siebie.
A Wy jak sobie radzicie w natłoku obowiązków i prowadzeniu bloga ?
Koniecznie podzielcie się swoimi radami w komentarzach!  :)
Golden Rose Liquid Matte Lipstick - Opinie, recenzje, swatche

Golden Rose Liquid Matte Lipstick - Opinie, recenzje, swatche

Jakiś czas temu na blogu pojawił się post o moich pomadkach - całej kolekcji produktów do ust - O TUTAJ. 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją jednego z produktów, a mianowicie płynnej pomadki matowej z Golden Rose. Firma bardzo znana, myślę, że niemalże każdemu. Ich ceny nie są wygórowane a produkty mają jak każda marka - gorsze i lepsze. 


Ulubieńcy muzyczni - Marzec

Ulubieńcy muzyczni - Marzec

Zapraszam na kolejny wpis z serii Ulubieńcy muzyczni 


Już na samym początku miesiąca, w zaledwie drugi i trzeci dzień wpadły mi w ucho dwa niesamowite utwory. Jednym z nich jest po raz kolejny młoda wokalistka Meghan Trainor. Tym razem zaprezentowała utwór "I'm Lady". Do piosenki się nie przyczepię, w końcu znowu się pojawia w moim zestawieniu, więc mi się podoba, jednak tak jak wspomniałam ostatnio, tak też dodam i tym
razem - mam wrażenie, że Meghan wpadła na jeden trop przy teledyskach i go nagminnie stosuje. Dość łatwo zauważyć, co się powtarza co teledysk - ona z tancerkami w prostej linii bądź w innej formie, jednak zawsze jest to mniej więcej ta sama taktyka, która mi osobiście już się zaczyna powoli nudzić.  Dlatego do niej wędruje miejsce piąte. Zaznaczę jeszcze, że miejsca nic większego tutaj nie sugerują. Jest to i tak selekcja, która pokazuje moich ulubieńców z całego miesiąca. Po prostu chcę w ten sposób wprowadzić większy ład i harmonię.

Copyright © 2014 Myfantasyandme , Blogger