Zatrzymanie wspomnień z SaalDigital - fotoalbum

Zatrzymanie wspomnień z SaalDigital - fotoalbum

Cześć,
Wiadomo, że czasami lepiej zatrzymać wspomnienia nie tylko w telefonie za pomocą zdjęcia, ale także w albumach, które najprawdopodobniej będą z nami już do końca życia, a nawet na kilka, kilkanaście pokoleń. 
To stary, niezawodny sposób, który powinien być praktykowany przez każdą rodzinę, która ceni sobie wspominki, czułości i po prostu lubi wracać do tych przyjemnych, miłych chwil. 


Z pomocą przychodzi nam jedna z firm, która za pewną opłatą jest w stanie zagwarantować nam wspomnienia na wieki.Marka SaalDigital wykonuje nie tylko fotoksiażki, ale także fotokalendarze, gadżety (jak np. kubki), czy też fotoobrazy, kartki czy plakaty.

Miałam możliwość przetestowania produktów wyżej wymienionej marki i wykonać fotoksiążkę, składającą się z 10 stron. Zamawiając fotoksiążkę na ich stronie jesteście odpowiedzialni za wszystko, od jakości zdjęć, po ilość stron, przechodząc przez motyw przewodni w Waszym arcydziele, a kończąc na ewentualnych napisach, które zamieścicie. 
Sama wybrałam motyw zygzaków w kolorze niebieskim na białym tle, który jakoś mnie zauroczył. 
Tył, jak i przód zrobiłam w takim samym stylu wykorzystując złote serducho. 
Dla osób, które lubią pracować w programach graficznych bądź po prostu mają zajawkę do tworzenia albumów, bawienia się rozmieszczeniem, kolorami i tym podobne - Saal z pewnością Wam się spodoba, bo oferuje swój własny program w którym wykonacie dany projekt od A do Z. 
Możecie także wybrać ilość stron, grubość papieru, możliwość białych przekładek papierowych czy format papieru. Ja zdecydowałam się na mniejszą wersję i przyznam, że odrobinę żałuję. Mogłam wybrać trochę większy wymiar, ale na przyszłość będę już wiedzieć . :) 


W środku postawiłam na motyw desek w kolorze szarym także podtrzymując element z okładki, czyli serce. Aby nie było przepychu wykorzystałam zielone elementy, które według mnie bardzo dobrze komponują się ze zdjęciami. 



Każdą stronę zaprojektowałam w innym stylu (chodzi głównie o rozmieszczenie zdjęć, motyw fotoobrazu jest ten sam), dzięki czemu nie ma tam nudy. 

Całość wyniosła mnie równe 180 zł (wraz z wysyłką 20-30 zł). Warto też dodać, że najdłużej wbrew pozorom zajmuje wykonanie kalendarza, bo dostawa jest niesamowicie szybka. Już po 2-3 dniach miałam go w dłoniach i byłam mile zaskoczona nie tylko szybkością wysłania, ale głównie tym, jak świetnie to wyszło. Przyznam się Wam, że miałam wątpliwości, czy aby na pewno zdjęcia, które dałam wyjdą dobrze, ale pozytywnie się zaskoczyłam. Większość zdjęć została zrobiona telefonem, więc jak widzicie - nie potrzeba najdroższego sprzętu do dobrych zdjęć. :) 



Produkty marki SaalDigital możecie wykonać TUTAJ
Jeśli sami macie ochotę wykonać fotoalbum to marka wychodzi z inicjatywą i wręcza Wam kupon rabatowy o wartości 75 zł pod TYM linkiem. 

Myślę, że to także dobry prezent na zbliżające się święta Bożego Narodzenia czy Mikołajki, bo powiedzcie - kto nie lubi wspomnień na papierze? :) 
Do napisania! :) 

Demakijaż z Niveą - Dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Demakijaż z Niveą - Dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Cześć,
Wiadomo, demakijaż to wyjątkowo ważna czynność w przypadku każdej kobiety, niezależnie czy maluje się mocno czy też wcale. Wiele z nas zapomina o tym, że także skóra bez skazy potrzebuje demakijażu, bo przecież każdego dnia jesteśmy narażone na czynniki zewnętrzne i mnóstwo, setki  tysięcy bakterii, które nas otaczają i choć ich nie widzimy - to uwierzcie, one istnieją! Wszystko ma wpływ na stan naszej cery. Makijaż to jedno, a pielęgnacja to drugie. Ale czy na pewno każda z nas wykonuje demakijaż i odpowiednio troszczy się o stan cery? 
Oczywiście w teorii wszystko pięknie brzmi i wygląda, a w praktyce? Wracamy zmęczone po całym dniu pracy, a jedyne o czym myślimy w jesienne ciemne dni to herbata, prysznic i łózko. Sama często zapominam o demakijażu broniąc samą siebie, że cery to ja nie mam bardzo okropnej, choć zdaje sobie sprawę, że powinno mi wejść w nawyk wykonywanie makijażu CODZIENNIE, a nie OD ŚWIĘTA


Z pomocą przychodzi mi Nivea i ich nowość, płyn do demakijażu oczu, czyli przeznaczony głównie do nich. 
Płyn przed pierwszym użyciem należy mocno wstrząsnąć, aby obie substancje się ze sobą zmieszały tworząc płyn, który poradzi sobie nawet z najtrwalszym makijażem. 
Marka wychodzi z inicjatywą i chce sprawić, abyśmy dbały o swoje oczy i nie miały problemu ze zmyciem naszych mocnych, czarnych tuszów i eyelinerów (bo kto teraz nie lubi ich używać?). 
Dla mnie osobiście wykonanie demakijażu jest kłopotliwe a co dopiero używanie dwóch produktów - do buzi i osobno do oczu. Jednak jak wiadomo taki płyn to dodatek, który ma nam pomoc w kryzysowych sytuacjach. 


Płynu użyłam zaledwie kilka razy i wiem, że niestety formuła nie jest super hiper odpowiednia dla mnie z jednego powodu  - pozostawia tłustą powłokę na skórze, której nie znoszę. Jednak działania mu nie odmówię, bo potrafi rozpuścić maskarę i to bez problemu. To co zauważyłam to fakt, że ani razu nie podrażnił mi oczu - nie wywołał uczucia szczypania ani nic podobnego, więc faktycznie jest delikatny. Na opakowaniu jest napisane, że produkt nie wymaga mocnego pocierania powiek i tutaj także się zgodzę. Wystarczy parę chwil, a maskara i inne produkty na powiekach się rozpuszczają. 


Na koniec wspomnę, że płynu dwufazowego użyłam także do zmycia jednej z moich najtrwalszych pomadek płynnych marki Kylie Cosmetics - Gorg i płyn poradził sobie bezbłędnie z nim. Byłam w szoku, bo zawsze miałam problem (zwłaszcza z tym produktem), a tu proszę - 10 sekund i po problemie. Nawet nie było mowy o kaczym dzióbku czerwonym od pomadki. ;p 
Płyn od Nivei oceniam bardzo dobrze, choć tak jak wspomniałam na początku - sama mam problem by używać jednego płynu a co dopiero dwóch. Dlatego ten pozostawiam na wyjątkowe sytuacje, gdy makijaż będę wykonywała mocniejszy niż zazwyczaj. :) 

Miałyście ten produkt? Lubicie osobne produkty do zmywania oczu? 
Do napisania! :) 
Halloween z Yankee Candle - Witches Brew

Halloween z Yankee Candle - Witches Brew

Cześć,

Nastał czas Halloween, dla wielu to okazja do świętowania, wykonywania ciekawych stylizacji, makijaży, moment straszenia znajomych czy też...po prostu odpoczynku i relaksowania się we własnych czterech ścianach. Dla tych ostatnich przychodzę z propozycją, aby wieczór był jeszcze bardziej klimatyczny i oddawał hołd dniu 31 października. 

Lubię, gdy w pokoju jest ciekawy, intrygujący zapach wydobywający się z mojego kominka. Tym razem postawiłam po raz kolejny na Witches Brew, czyli klasykę na Halloween w wersji egzotycznych owoców paczuli.



Witches Brew to z pewnością zapach nie dla każdego, otóż jest intrygujący, tajemniczy i naprawdę wyjątkowy. Można wyczuć mokrą ziemie, kojarzącą się ze cmentarzami, ale także coś słodkiego i ciekawego. Czarna tarta z pewnością wyróżnia się swym kolorem. Warto też zaznaczyć, że wosk nie kruszy się bardzo mocno, dzięki czemu łatwo kontrolować ilość produktu, którą chcemy zużyć. Jak widać kolor nie jest w stu procentach czarny, lecz podchodzi pod ciemny fiolet. 


Wracając do zapachu - nie jest duszący ani bardzo mocno wyczuwalny. Po paru godzinach przebywania w pomieszczeniu napawającym się tą tartą wyczuwam coś słodkiego (jakby pierniki z przyprawami) pomieszane z ciemnym, mrocznym cmentarzem i ulicami, które czyhają by nas nastraszyć. Wosk idealnie wpasowujący się w klimaty dzisiejszego dnia, lecz nie tylko. Rok temu, gdy po raz pierwszy odpaliłam wosk czułam ten klimat o wiele mocniej niż w tym roku, jednak wiadomo, że wszystko zależy od nastawienia.
Krótko mówiąc - tarta Witches Brew to must have dla każdego, kto nie boi się eksperymentować z zapachami o naprawdę wyjątkowym charakterze, który jest przeznaczony raczej na mroźne, jesienno- zimowe dni. :) 

Jeśli lubicie woski i nietuzinkowe zapachy to serdecznie Wam polecam :) 

Ja na pewno skuszę się na inne propozycje, tym razem świąteczne, które otulą moje cztery, różowe ściany :) 
Do napisania! :) 

Ps. Jeśli lubicie woski jak ja i któryś jest Waszym ulubionym to koniecznie dajcie mi znać, właśnie poluję na ciekawe zapachy i może któraś z Was mnie zainspiruje :) 



ShinyBox Think Pink, MOJE PIERWSZE PUDEŁKO :)

ShinyBox Think Pink, MOJE PIERWSZE PUDEŁKO :)

Cześć, 😊😊😊
Moda na kosmetyczne boxy trwa już dobre kilka lat, a ja tylko się przyglądałam co ciekawego  w nich się kryje. Początkowo mocno mnie zafascynowały, później rozczarowywały (choć nadal chciałam mieć swój własny box co miesiąc), aż w końcu nadszedł ten dzień, że skusiłam się na ShinyBoxa. Oferta promocyjna była niesamowicie kusząca bo za swoje pudełeczko zapłaciłam zaledwie 24 zł, czyli śmieszne pieniądze. :) 
Byłam podekscytowana, gdy mogłam sama otworzyć pudełko i cieszyć się zawartością. :) 


Ciekawi Was co znalazłam w środku? 


34,99zł/200ml (produkt pełnowymiarowy)

Pierwszy produkt, który przykuwa uwagę swoją pojemnością jest balsam do ciała Barnangen o pojemności 200 ml. Zapach ma początkowo klasyczny, porównywalny do kremu Nivea, jednak po chwili czuć słodką nutę, która jest naprawdę bardzo przyjemna. :)  Szczerze mówiąc balsamów mało używam więc ten produkt średnio mnie ucieszył, ale skoro już się znalazł to postaram się zużyć. :) Niestety ma długi skład i choć nie znam się na nich, to jak na moje oko nie jest on zbyt dobry, bo zawiera parabeny.


5,54zł/357g (produkt pełnowymiarowy)

Nie sposób nie napisać, że pudełko na otwarcie miało swój zapach, a to wszystko za sprawą świecy Bispol. Mi trafił się wariant Diamond Chic, który na pewno otuli mój mały pokoik w jesienne ponure dni. Na szczęście zapach mi się podoba, jest to mieszanka cytrusów i czegoś słodkiego. :) 


13zł/100 ml (produkt pełnowymiarowy)

Wcierka marki Jantar z wyciągiem z bursztynu do skóry głowy/włosów to kolejny produkt, który otrzymałam. Śmieszna sytuacja, bo zaledwie parę dni wcześniej rozmawiałam z koleżanką o tym własnie produkcie i dzięki niej się nim zainteresowałam aż tak, że myślałam o jego zakupieniu, a tutaj proszę - znalazł się w ShinyBoxie. Zdecydowanie jestem z tego zadowolona. 


5.60-8,00/szt (produkt pełnowymiarowy)

7th Heaven maseczka Passion Peel- Off. Mi trafił się jeden wariant z trzech - owocowa maseczka . Przyznam się Wam, że nigdy ich nie używałam (właśnie tej marki) i od dłuższego czasu odrobinę mnie intrygowały, więc niedługo z pewnością ją przetestuje. :) Myślę, że maseczek nigdy nie za wiele. :p


13,90/12ml (produkt pełnowymiarowy)

Ten produkt mnie jakoś specjalnie nie zainteresował. Jest to ekspresowa maska krem wybielająca marki DermoFuture. Wbrew pozorom to prawdopodobnie także produkt pełnowymiarowy. Ta maska ma podwójna działanie - wybielające i przeciwzmarszczkowe. Szczerze mówiąc to nie wiem czy przetestuję, nie bardzo lubię jakieś specyfiki wybielające. Jest to według mnie najgorszy produkt, jaki otrzymałam. 


32zł/szt (produkt pełnowymiarowy)

Oprócz magazynu ShinyBox znalazł się także (o dziwo) katalog Avonu, co mnie dosyć zszokowało. :) Znalazł się nieprzypadkowo, otóż produkt, który widzicie wyżej to nic innego jak nowość Avon Mark, czyli pomadka matowa. Mi trafił się ciekawy kolorek flushed, taki ciemniejszy róż. :) Będzie kiedy testować, bo w pracy łatwo sprawdzić jak się utrzyma, zwłaszcza ze długo pracuję. Z tego produktu jestem zadowolona, a z faktu że otrzymałam taką wersję a nie na przykład kolor czerwony z błyskiem w szczególności. Na stronie oficjalnej można kupić te pomadki za 17 zł, czyli całkiem dobra cena. 


 3,89/35g (produkt pełnowymiarowy)

Na deser Shiny zaoferował Nam zdrowego batonika Foods by Ann. Mi trafił się owocowy z orzechami. Dopiero teraz widzę, że jest on z kolekcji Anny Lewandowskiej. Całkiem ciekawe ;p Batonik ma bardzo dobry skład ( 54% daktyle, 19% orzechy nerkowca,słonecznik, truskawka suszona 12%, burak suszony 1%).


Na końcu mała próbeczka Charmine Rose - krem antyoksydacyjny z algami do każdego rodzaju cery. 
Z pewnością jak zawsze również znalazły się katalogi, bony, między innymi do sklepu gshpolska na zakup produktu Blue Calorad (bon uprawnia do zniżki 50 zł - kod - "ShinyBox"), a także na trzymiesięczną dietę (bon już zgubiłam ;p). 

Cały ShinyBox październikowy jest wart około 109 zł (gdzie ja zapłaciłam zaledwie 24 zł). Jak widać - opłaca się. :)

Jeśli czujecie, że to Wasz moment na ShinyBoxa to zapraszam Was poprzez ten link : ) 
Dzięki temu linkowi ja uzyskam parę punktów, które później można wymienić na darmowe pudełeczko, dlatego i Wam polecam aby promować je wśród znajomych. :) 

Podoba Wam się zawartość? 
Przyznam szczerze, że jak na pierwsze pudełko to jestem zadowolona. Zamieniłabym tylko balsam do ciała i maskę wybielającą, a tak to jestem naprawdę zadowolona. :) Oby więcej takich pudełek. 
Do napisania! :) 
Manipulacja konsumencka, czyli jak działa marketing od środka oraz czego się wystrzegać na i po zakupach.

Manipulacja konsumencka, czyli jak działa marketing od środka oraz czego się wystrzegać na i po zakupach.

Cześć,
Zapewne większa część z Was przynajmniej kilka razy do roku(jak nie kilkanaście) odwiedza galerie handlowe i napotyka się na różnego typu promocje, nowe kolekcje czy inne ciekawe akcje/sytuacje.

Dzisiaj trochę Wam opowiem jak to wszystko wygląda z mojej perspektywy, czyli osoby, która ma na co dzień kontakt z klientem i pracą na salonie odzieżowym w jednej z firm, które możecie spotkać w dużych galeriach handlowych.
Wymienię Wam 5 MANIPULACJI KONSUMENCKICH, na które w łatwy sposób się naciąć.



ZAWSZE PIERZ UBRANIA ZARAZ PO ICH KUPIENIU
Może zacznę dosyć łagodnie i odejdę na sam początek od tytułu, a mianowicie - kwestia prania ubrań po kupnie danego towaru.
Pewnie myślisz sobie, że skoro jest x sztuk danego modelu koszulki/spodni/sukienki itp to z pewnością nikt tego wcześniej nie założył i jesteś pierwszą osobą, która to robi - i w tym momencie pomyślało tak samo 20 osób, które założyły to przed Tobą. Fujka i bleh? No to pomyśl, że jedna z tych osób była spocona, zaś inna kichnęła na to bądź miała brudne ręce i choć Ty ubrudzenia nie widzisz to zarazki poszły w świat.
Byłam świadkiem sytuacji (i to wielokrotnej), że przymierzano daną sukienkę kilka razy dziennie przez kilkanaście dni. Sukienki z tego modelu zostały może dwie-trzy, więc każda osoba przymierzała po sobie nie wiedząc o tym. Oprócz tego, jak wiecie (bądź i nie) ubrań na salonie się nie pierze, więc każdego dnia owocuje ona w nowe zarazki.
W pewnym momencie na sklepach jest wymiana towaru czy kolekcji,a co za tym idzie - starsze kolekcje są pakowane w folie i wysyłane na magazyn. Myślicie, że ktoś je tam wyciąga i pierze? Bo szczerze wątpię. Jest to siedlisko bakterii. Dany towar po roku wraca na salon z milionem bakterii i kolejne osoby na nowo przymierzają ubrania nie mając pojęcia, ile to bakterii się na materiale nagromadziło.
Dlatego jeśli słyszałyście kiedykolwiek zdanie typu "Wypierz ubrania po ich kupieniu" to naprawdę to zrób. :)

STARA KOLEKCJA Z TABLICZKĄ "NOWA KOLEKCJA"
Zapewne te z Was, które często bywają w sklepach widzą czasami łudząco podobne (nazywając po chłopsku - te same) modele ciuszków co sezon wcześniej(byleby tylko o sezon starsze, bo jak wiadomo czasami można zauważyć stosy ubrań, jak np w wielkiej sieciówce H&M, gdzie ubrania wyglądają jak z lumpeksu, ale to po prostu stare kolekcje(dobiegające nawet 10 lat wstecz!). Jeśli macie tak zwane Deja vu to uwierzcie intuicji i nie myślcie sobie, że to z Wami jest coś nie tak, bo tak niestety bywa, że zostajemy oszukiwani już na pierwszym kroku. Jeszcze paradoksalnie często widnieje tabliczka z informacją, że jest promocja nawet -90%, jednak co z tego, skoro najnowsza kolekcja jest z ceną standardową, zaś modele z 2004 które nijak się prezentują kosztują grosze.
Oprócz tego tworzone są tak zwane szafy, gdzie jest mieszanka nowej, jak i starej kolekcji, a nad nimi informacja, że jest to "Nowa Kolekcja". Może jest to mało, ale jednak kłamstwo, na które warto zwrócić uwagę.


PODWYŻSZANIE CEN I WIELKIE PROMOCJE
Normalnie bym o tym nie wiedziała, ale że pracuje w jednym z większych sklepów to wiem, że istnieją takie manipulacje konsumenckie. W zeszłym roku, dajmy na to koszulka kosztowała 39,99 zł, zaś w tym 49,99 zł.  W tym roku zostaje wprowadzona promocja, dzięki której klient rzekomo wiele zaoszczędzi, bo kupuje z wielką obniżką a tak naprawdę wcale aż tak wiele nie zostaje w kieszeni, jednak wiedzą o tym tylko osoby pracujące w danej sieci oraz Ci, którzy naprawdę mocno śledzą poczynania danego sklepu.
Dlatego, jeśli widzisz promocję to najpierw zastanów się kilka razy czy aby na pewno potrzebujesz kolejny sweterek do kolekcji.


MAGICZNE LUSTERKA
W sklepie, w którym pracuje doskonale wiem, które lustra są przekłamane. Niestety ale niektóre albo są przyciemnione, przez co ciężko ocenić, czy pasuje nam dana rzecz,  albo są wyszczuplające. Jedno i drugie szkodzi konsumentowi, bo co z tego, że w sklepie będzie zachwycony daną rzeczą, skoro później będzie tylko zniesmaczony i więcej nie zajdzie do wybranego miejsca, bo wie, że tam jest coś nie tak. Mam wrażenie, że niektórzy, którzy posuwają się do takich ruchów są osobami nie za bardzo myślącymi. No dobra - dadzą lustra wyszczuplające i oszukują w ten sposób klientów, ale co z tego, skoro i tak prędzej czy później wszystko wychodzi na jaw? Spodnie, które niby leżały idealnie w domu okazują się być niezbyt dobrane, a bluzka, która miała ciekawy kolor na żywo w świetle naturalnym okazuje się czymś niezbyt wyjściowym.

ZATAJANIE INFORMACJI O PROMOCJACH I OFERTACH SPECJALNYCH
Irytuje mnie niesamowicie fakt, że jako osoba, która wie o promocjach nie może się swoimi informacjami podzielić z innymi. Nie raz miałam sytuację, w której klient bądź klientka zadawał mi pytanie czy szykuje się jakaś promocja, a ja po prostu nie mogłam  mu odpowiedzieć wprost, że TAK.
Miałam taką sytuację, gdzie jedna klientka nabyła zakupy za lekko ponad 700 zł. Miała pecha, bo dzień czy dwa dni później w sklepie mieliśmy wielką promocję -50 % na wszystko. Naprawdę aż serce mi się kraja, jak nie mogę poinformować ludzi o tym fakcie.
Nie rozumiem jaki sens jest zatajać takie informacje? Przecież każdy wie, że plotka rodzi plotkę, a dobre informacje bardzo szybko się rozprzestrzeniają, jak szalony wirus w okresie jesiennym. ;p
Niestety (bądź stety), ale czasami gdy patrzę na tych ludzi to po prostu po cichutku informuję ich o promocji. I wiecie co? Nie żałuję. Dzięki temu zyskuje zaufanie klientów i doskonale wiem, że źle nie robię.
Miałam inną sytuację, gdzie podszedł do mnie klient i spytał czy nie mamy jakiejś promocji. Rozejrzałam się czy nikogo z pracowników obok mnie nie ma i poinformowałam danego klienta, że już zaraz będzie ciekawa akcja. A wiecie co jest najlepsze? Okazało się, że jest to stały bywalec tej sieci, który lubi się u nas ubierać (jednak jak podkreślił w rozmowie - w czasie promocji), więc z pewnością jakaś kwota na konto firmy modowej wpadła. :)
Inna sytuacja, gdy klientka była rozżalona, że zakupiła kurtkę w cenie standardowej, zaś obecnego dnia mamy promocje ( i to wielką). Spytała co ma zrobić, skoro dzisiaj mogłaby kupić ten sam towar w o wiele niższej cenie. Poinformowałam ją szybciutko, że może być cwana i zwrócić towar i zakupić nowy w promocyjnej cenie. Jest to zachowanie cwane i inteligentne jak dla zwyklego człowieka, jednak niegodne by tak mówił sprzedawca, jednak jak już wspomniałam - wierzę, że DOBRE słowo idzie w świat i dzięki takim zachowaniom - prawdomówności i życzliwości - więcej się zyskuje niż traci. :)


Manipulacja konsumencka była, jest i będzie, jednak to także zależy od nas - sprzedawców, ludzi w jaką stronę będzie to dalej szło. Można dalej mydlić oczy i wychodzić na zakłamanych ludzi, ale można też wyjść lekko poza szereg i robić to co inni, jednak na własnych, czystych zasadach, które nie będą szkodzić w ogólnym rozrachunku. 
A Wy znacie, kojarzycie jeszcze jakieś manipulacje w sklepach modowych znanych sieci ? 
Do napisania! :) 


Denko WRZESIEŃ

Denko WRZESIEŃ

Cześć,
Obiecałam Wam, że poprawię się pod względem postu denko i obietnicy dotrzymuję, dlatego dzisiaj pokaże Wam, co udało mi się zdenkować przez ostatnie 30 dni. Jak na tak krótki okres trochę mi się tego uzbierało, więc bez zbędnego przedłużania - zaczynamy ! : )

Dla przypomnienia: 
KUPIĘ PONOWNIE
NEUTRALNIE
NIE KUPIĘ PONOWNIE





Wrzesień zaowocował w kilka produktów dobrych, jak i średniaczków, po produkty, które mnie jakoś nie oczarowały. Nie jest tego sporo, bo zaledwie 6 produktów, ale jak na mnie to całkiem w porządku.  


1. Organic Shop - produkt kupiony w drogerii Natura na "niesamowitej" promocji - za 8,99 zł. Po przeszukaniu produktu online okazało się, że można go znaleźć nawet taniej, więc promocja nie okazała się taka cudowna jak zapowiadano. Wybrałam wersję o zapachu makadamii i avocado, jednak nie oczarował mnie jakoś specjalnie ten wariant. Opakowanie otrzymujemy w wersji z pompką, jednakże ona także zawiodła. Strasznie się przez nią wydobywało produkt, przez co mycie się nim było najzwyczajniej w świecie męczące. Jeśli chodzi zaś o sam żel to cudów nie zdziałał. Nie podrażnił ani nie wysuszył (to na plus), jednak nie pienił się, a zmycie go ze skóry nie było aż tak banalną sprawą jak w przypadku innych żeli. Dlatego myślę, że produktu marki Organic Shop NIE KUPIĘ PONOWNIE.

2. Nivea, Silk Mousse - rabarbar i malina. Produkt otrzymałam jako jedna z Przyjaciółek Nivea. Pisałam o nim recenzję o TUTAJ. Powiem Wam, że jakoś tak...szybko się skończył, nadal podtrzymuję opinię, że to przyjemny produkt, formuła intrygująca, pieni się (co bardzo lubię w tego typu produktach), a zmycie go to bułka z masłem. Cena także przystępna bo około 11-13 zł( w promocji bardziej się opłaca).Wadą dla mnie jest zapach, który nie jest bardzo mocno wyczuwalny, ale to kwestia gustu. Czy kupię ponownie? Już kupiłam ;p Dlatego możliwe, że porównam oba produkty na blogu. :) Ale by regule stała się spełniona to KUPIĘ PONOWNIE. :) 

3. Kolejny produkt marki Nivea - Hairmilk Odżywka bez spłukiwania, który męczyłam, męczyłam, męczyłam...
Także pisałam o nim na blogu (TUTAJ). Początkowo był w porządku, jednak potem nie bardzo. Miałam wrażenie, że strasznie klei się do rąk, a nienawidzę tego uczucia. Sama formuła opakowania z pompką na plus, jednak jeśli produkt się klei to nijak ma się do tego co wspomniałam. Dlatego tego produktu NIE KUPIĘ PONOWNIE


4. Avon - mgiełka do ciała o zapachu granatu i mango. O marce Avon można pisać wiele, jednak skupię się dzisiaj tylko na tym produkcie. Zapach jest przyzwoity, lecz krótko utrzymuje się na skórze. Cena także w porządku, a jak wiadomo katalogi Avon co chwile są wypełnione po brzegi promocjami. Póki co myślę, że z mgiełek tej firmy zrezygnuje na rzecz wyczekiwanej z Victorii Secret, którą może zamówię, jak wykończę inne pozostałe mgiełki czy perfumy, które męczę od lat. ;p NIE KUPIĘ PONOWNIE

5. Rimmel  - podkład Match Perfection w kolorze 010 Light Porcelain - tego produktu używałam długo i o ile dobrze pamiętam zgarnęłam go na akcji na Instagramie jako jedna z kilkuset osób. Dla mnie jest to naprawdę dobry drogeryjny podkład, który jest idealny na codzienne dni. Konsystencja odpowiednia - nie spływa mocno z ręki, inaczej mówiąc  "nie ucieka", na twarzy za to nie zauważyłam aby ciemniał. Myślę, że KUPIĘ PONOWNIE.

6. Soraya - 10 minut na....Intensywnie Ujędrnienie - maseczka za grosze, która starczy na dwie aplikacje. Gdy nakładałam ją na czoło, to po chwili czułam szczypanie na czole oraz na policzkach (głównie koło nosa). Konsystencja kremowa, a aplikacja łatwa. Sama nie wiem czy więcej się na nią skuszę, myślę, że nie. NIE KUPIĘ PONOWNIE.

I tak własnie prezentuje się denko za miesiąc WRZESIEŃ. 
Kojarzycie te produkty, znacie, testowałyście? :) 
Do napisania! :) 
Cranberry Ice, czyli mrożona żurawina w jesiennie dni - Yankee Candle

Cranberry Ice, czyli mrożona żurawina w jesiennie dni - Yankee Candle

Cześć,
Nie wiem jak Wy, ale ja lubię otaczać się przyjemnymi zapachami. Inwestuję w powolnym tempie w kolejne woski zapachowe i tym razem wzięłam na tapetę Cranberry Ice, czyli taką zmrożoną żurawinę, która wprowadzi nas nadal w słodkim rytmie w mroźniejsze dni otulone jesiennym zapachem. 


OD PRODUCENTA
"Żurawina nierozerwalnie kojarzy nam się z czasem grudniowych celebracji, kiedy tymi pięknymi, czerwonymi owocami przyozdabiamy świąteczne stoły i stroiki. Ale zjawiskowa żurawina to nie tylko dekoracja, ale i skarbnica wielu, prozdrowotnych składników. A poza tym to prawdziwy rarytas kulinarny, który smakuje wyśmienicie bez względu na porę roku! W wersji Yankee Candle żurawina podawana jest w nieco zmrożonej, bardzo orzeźwiającej wersji. Wosk w formie żurawinowej tarteletki uwalnia naturalne esencje, które doskonale pobudzają i dodają energii."



OPINIA
Według mnie zapach nie jest nachalny, wręcz przeciwnie - bardzo delikatny lecz wyczuwalny po dłuższej chwili. W powietrzu czuć wyjątkowy klimat, który ciężko podrobić. Żurawina daje o sobie znać, lecz gdyby ktoś mi nie powiedział wcześniej, że jest to właśnie żurawina to nigdy bym na to nie wpadła. Zamykając oczy można w jednej chwili przenieść się w inne, wyjątkowe, a nawet rzekłabym, że chwilami magiczne miejsce, które sprawia, że czujemy się bardzo dobrze. Nie wiem dlaczego, ale gdy dłużej mam odpalony wosk to czuję takie narastające emocje, które zawsze towarzyszą mi w świątecznych momentach. To bardzo miłe doświadczenie, że za pomocą jednego zapachu można chociażby poczuć się jak w wyjątkowym dniu, którego spotyka nas jedynie raz do roku. 
Zapach sam w sobie idzie ku słodkości, a co ważne - nie jest to chemiczna słodkość, tylko wydobywająca się z prawdziwej żurawiny zmrożonej zimnym, lecz czystym powietrzem. 

Jeśli lubicie niebanalne zapachy, które pomogą Wam przetrwać jakże kolorowe i ciepło-zimne jesiennie dni to serdecznie polecam chociażby skusić się na wosk, bo pomimo, że jest on malutki to bardzo bardzo wydajny i osobiście sama mam problem aby jeden cały wosk wypalić do końca. :) 

Dodam na koniec, że dla mnie nie za bardzo ma znaczenie czy wosk jest przeznaczony na wiosnę, lato, jesień czy zimę - na święta czy Halloween - odpalam to co po prostu mam pod ręką i to, na co mam ochotę, a co za tym idzie - stwarzam sobie wyjątkowy nastrój w czasami smutne czy ponure dni. 

Woski można zakupić na stronie

Lubie woski zapachowe? 
Miałyście już Cranberry Ice od Yankee Candle? 
Do napisania! 😊😊
Ulubieńcy muzyczni WRZEŚNIA na Światowy Dzień Muzyki

Ulubieńcy muzyczni WRZEŚNIA na Światowy Dzień Muzyki

Cześć,
Dzisiaj, 1.10.2017 jest Światowy Dzień Muzyki. Dla takiego pasjonata muzyki, jakim jestem to powinien być szczególny dzień.:) 
Oczywiście do tej pory, jak mówię znajomym, że nie wyobrażam sobie dnia bez słuchania muzyki to widzę te krzywe spojrzenia, no ale każdy ma w życiu coś co kocha i lubi. Jedni mają sen, drudzy kawę a ja? Muzykę (między innymi). :) 

Przyszła pora na przedstawienie Wam moich ulubieńców muzycznych z miesiąca wrzesień. Jakoś w tym miesiącu to męskie grono umilało mi czas. :)


Jednym z nich był Nick Jonas i jego utwór Find You, czyli jeden z braci słynnego trio Jonas. Początkowo utwór był jakoś tak dla mnie surowy, ale po odsłuchaniu go kilka(naście) razy zmienił dla mnie znaczenie, CHOĆ nie powiem - nadal ma w sobie nutkę takiej surowości, co oddaje jeszcze lepszy klimat całego utworu. 


Kolejny utwór to tym razem propozycja  Nialla Horana - Too Much, która potrafi mnie od środka uspokoić. Jestem osobą, która ogląda teledyski utworów i odnosząc się do tego jednego - momentami potrafię mocno (a może nawet za mocno) się utożsamić z uczuciami bohatera. 


Liam Payne to kolejny muzyk, który zauroczył mnie swoją melodią i tekstem. Jest to także były członek zespołu One Direction, jednak odkrycie tej piosenki jest przypadkowe, bo jakoś mocno nie śledzę poczynań całej piątki, jednak jak widać to właśnie Niall Horan i Liam Payne pojawiają się w zestawieniu ulubieńców. Widocznie ich głosy i teksty są tak dobre, że zostają w pamięci i wpadają oczywiście w ucho. :) Tutaj mamy utwór Get Low, przy czym warto podkreślić, że Liam stworzył coś z bratem. Warte docenienia, jednak nie tylko to, ale także fakt, że wykorzystał w teledysku swoich fanów, miłe, prawda? :) 


Wyjątkowo w ulubieńcach września pojawia się kobieta, jednak jest Cover piosenki Taylor Swift  - ...Ready for it? Bardzo lubię głos Madilyn Bailey, jest oryginalny i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, choć dla mnie ma w sobie to coś. 
Polecam posłuchać do niedzielnej kawy czy herbaty. :) 


Ostatni utwór urzekł mnie najbardziej i mogłabym słuchac bez końca. Nawet zauważyłam, że przypadkowo włączałam utwory, gdzie ich zespół był w tle bądź wykonywał całą piosenkę. Jednak jeden utwór, zapadł mi szczególnie w pamięć a jest to Paper Hearts  w wykonaniu The Vamps. Znacie? Jeśli nie to koniecznie odsłuchajcie. Mnie całą urzeka, a Was? Nawet Wam się przyznam, że uwielbiam to śpiewać. :) 




Tak właśnie prezentuje się całe zestawienie Września. 
Znacie któryś z utworów? Lubicie muzykę czy raczej wolicie ciszę czterech ścian? 
Do napisania!: ) 


Lipton - Body Balance, Sweet Nights, Relaxing, czyli moc herbat ziołowych !

Lipton - Body Balance, Sweet Nights, Relaxing, czyli moc herbat ziołowych !

Cześć,
W ostatnim czasie marka Lipton wypuściła nową linię herbat ziołowych. Wariantów mamy aż dziewięć:
• Mięta z Eukaliptusem
Rumianek z Trawą Cytrynową
• Melisa z Lawendą
• Lipa z Imbirem
• Relaks
• Detoks
Dobry Sen
Harmonia
• Trawienie

Każde opakowanie zawiera 20 torebek herbaty, a cena standardowa to około 5 zł (w promocji można znaleźć za 3 zł z groszami). Dodatkowym atutem herbat ziołowych marki Lipton jest fakt, że opakowania są na lekki zatrzask, co przyznam szczerze jest bardzo komfortowe i charakterystyczne dla powyższej marki. 


Sama skusiłam się na trzy smaki: Dobry Sen, Harmonia i Rumianek z Trawą Cytrynową. 

 Dobry Sen (Sweet Nights)

SKŁADNIKI
werbena cytrynowa, lipa, lawenda, aromat liści pomarańczy, rumianek, melisa

OPINIA

Herbata ziołowa która ma w składzie melisę, a jak wiadomo melisa uspokaja, więc idealna herbatka na zasypianie. Typowy zapach ziołowy. Osobiście średnio przypadła mi do gustu, brakowało jej wyrazistego smaku. 
*************************************************************
 Harmonia (Body Balance) 

SKŁADNIKI 
dzika róża, liść pomarańczy, skórka pomarańczy, trawa cytrynowa, hibiskus, czarny bez

OPINIA

Herbata ziołowa, która wyróżniła się na tle innych herbat z tej kolekcji. Ma w składzie liść, a także skórkę pomarańczy, dzięki czemu jest mocno wyczuwalna gdy nie tylko pijemy, ale także gdy unosi się zapach, co jest bardzo przyjemnym doznaniem. Body Balance najbardziej przypadła mi do gustu z trzech herbat, jakie piłam przez ostatnie tygodnie. Jak już wspomniałam to właśnie pomarańcza wysunęła się na pierwsze miejsce, jednak nadal pozostaje ziołowy posmak, który jest nieodłącznym elementem tej kolekcji. 
To własnie ta herbata zdobywa u mnie zaszczytne pierwsze miejsce. :) 



 Rumianek z Trawą Cytrynową 

OPINIA

Skusiłam się właśnie na ten wariant smakowy ze względu na trawę cytrynową, która kiedyś wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Niestety po zasmakowaniu tego smaku trochę się zawiodłam, bo nie wyczuwam jej prawie w ogóle, a co za tym idzie - nie spełniła moich oczekiwań. Do dnia dzisiejszego pozostało mi około połowa opakowania tych herbat, jednak na pewno je wypiję. 


Ogólnie rzecz biorąc herbatki oceniam jako takie normalne, które pomimo wariancji producenta, ciekawego designu opakowań i wymyślnych smaków nie wyróżniają się znowu aż tak, jakbyśmy tego chcieli. 
Nie wiem czy skuszę się na pozostałe smaki, myślę, że tak, jednak tylko i wyłącznie w promocji, bo cena 5, 99 zł za 20 torebek herbaty to dla mnie zbyt wysoka zabawa smakowa. 
Jeśli lubicie herbaty tak jak ja i ciekawą Was smaki to serdecznie polecam. :) 

Lubicie pić herbaty ziołowe? A może wolicie owocowe lub najzwyklejsze? 
Do napisania! :) 

ULUBIEŃCY MUZYCZNI - SIERPIEŃ

ULUBIEŃCY MUZYCZNI - SIERPIEŃ

Cześć,
Sierpień minął, mamy już kolejny dzień września. Zapewne na większości blogów w pierwszych wpisach często czytacie "Ja nie wiem gdzie te dni minęły, gdzie te wakacje uciekły" itp. No cóż - zleciały i żyjemy dalej. :) Jeszcze na początku zdradzę Wam, że 31.08 mieliśmy (my, blogerzy) swój dzień - Dzień Blogów. Całkiem ciekawe, co nie? Uczciliście jakoś ten dzień? Ja niestety nie miałam większej okazji do świętowania, ale mam nadzieję, że chociaż Wy coś dla siebie zrobiliście :)
Dla umilenia Wam pierwszych deszczowych wrześniowych dni przygotowałam dla Was wpis dotyczący moich ulubieńców muzycznych sierpnia. Jeśli uwielbiacie jak ja muzykę to zapraszam do rozwinięcia! :)


1. Sofia Carson - Ins and Outs 
Nieważne, że teledysk do utworu został opublikowany dopiero 30 sierpnia, dla mnie to ulubieniec i już. Słucham tego bez końca, jest to nieziemskie wykonane, które mnie uspokaja, a jednocześnie pobudza. Czyli robi coś, co nie każdy potrafi ;p
Nie wiem jak Wy, ale ja widzę niewielkie podobieństwo między Sofią Carson a Seleną Gomez.


2. Taylor Swift -Look What you Made Me Do 
Utwór również nowy (a właściwie teledysk, który według mnie jest słaby, nie pod względem jakości co po prostu pomysłu, trochę tandetne i przekoloryzowane, a także z przekroczonymi granicami), jednak sam utwór (tekst i melodyjność) bardzo mi się podoba ALE głównie w wykonaniu coverów, chociażby Madilyn Bailey & Sam Tsui. 

Oryginał w wykonaniu Taylor Swift


Zaś tu jeden z lepszych (póki co) coverów, które znalazłam (a uwierzcie mi, że trochę ich już przesłuchałam) :) 


3. Dua Lipa - New Rules
Tu wszystko jest na swoim miejscu. Jakoś początkowo nie byłam przekonana do tej wokalistki, jednak po tym utworze zmieniło się "to i owo" i w ten sposób Dua Lipa zagościła w ulubieńcach. Dla fanów flamingów czeka miła niespodzianka. :)  
No musicie przyznać, ale piosenka jest naprawdę dobra, w pewnym sensie taka sztywna/surowa ale niesamowicie to tutaj pasuje.:) 


4.  P!nk - What About Us
Kolejny muzyczny ulubieniec śpiewany przez kobietę, tym razem P!nk, która z każdym teledyskiem coraz bardziej pokazuje nam swoje umiejętności i wyrzeźbione ciało. Słuchając jej (i widząc) zorientowałam się, że odrobinę przypomina mi naszą polską Youtuberkę kosmetyczną  - Kitulca :) Widzę podobieństwo w charakterze (twarda babka, mocno stąpa po ziemi), ale i figurą - drobniutka, lecz silna. A Wy? Też to dostrzegacie? 


5. Film "Następcy 2" (Descendants 2) - What's My Name / Chillin' Like A Villain
Ten utwór także przypadł mi do gustu, film oglądałam już po angielsku (z polskimi napisami, a premiera z dubbingiem dokładnie 9 września br.) i osobiście mocno nie polubiłam się z Umą - wokalistką owej piosenki, ale muszę szczerze przyznać, że jest to naprawdę dobre wykonanie i mogłabym tego słuchać i słuchać. : ) 
Drugi utwór wykonuje Sofia Carson (autorka pierwszego ulubieńca muzycznego danego miesiąca) wraz z kolegami z filmu. 
Powiem Wam, że najpierw film trzeba obejrzeć, aby tak już na sto procent wczuć się w emocje i klimat obu utworów. :) 



W tym miesiącu postawiłam na damski skład ulubieńców, po prostu tak wyszło, jednak nie zmienia to faktu, że słuchałam większej ilości piosenek, jednak te wyjątkowo zapadły mi w pamięć. :) 
A jakie są Wasze ulubione? 
Kojarzycie jakikolwiek utwór? 
Do napisania! :) 
Denko - Czerwiec - Sierpień

Denko - Czerwiec - Sierpień

Cześć,
Nie wiem jak to jest, ale przygotowanie postu DENKO jakoś mi nie wychodzi...:) Miało być lepiej a wyszło jak zwykle nie za dobrze, bo dopiero po trzech miesiącach piszę post o produktach, które wykończyłam. Na dodatek zła informacja jest taka, że z pewnością nie wszystko Wam pokaże co udało mi się zużyć, bo zapominam o zostawieniu opakowań, zaś dobra to ta, że już dzisiaj wiem, że na koniec września będę miała kilka produktów wykończonych (dzisiaj sięgają niemalże dna, ale jeszcze z nich coś wydobędę ;p).
Tyle słowem wstępu...



Dla przypomnienia: 
KUPIĘ PONOWNIE
NEUTRALNIE
NIE KUPIĘ PONOWNIE

To co, zaczynamy? :) 



1. Produkty marki Lorea'l chyba każdy zna i nie trzeba ich przedstawiać. Miałam (nie)przyjemność stosować trio tej firmy, jednak jeśli mnie czytacie to wiecie, że nie zrecenzowałam ich za dobrze, dlatego NIE KUPIĘ PONOWNIE. Link do recenzji możecie znaleźć TUTAJ. Jednak powiem Wam jedno - mam w zwyczaju na FB bloga oznaczanie marek, gdzie recenzowałam dany produkt - przy negatywnej recenzji także to zrobiłam, choć obawiałam się krytyki i wiecie jakie było moje zdziwienie gdy marka podziękowała za szczerą opinię? Osobiście doceniam i równie miło skomentowałam ich komentarz. :) 

2. Alterra - żel do mycia ciała o zapachu chińskiej herbaty. Z tego co wiem kosmetyki tej marki mają dobre składy, są naturalne, jednak dla mnie nie jest to najważniejsze. Żel to żel, ma się pienić, nie podrażniać i ładnie pachnieć, a jeśli ma jakąś wyjątkową formułę czy ciekawe oraz praktyczne opakowanie to jest po prostu idealny. Ten produkt mnie rozczarował zapachem, który początkowo przypominał mi..pieprz, dlatego stanowczo NIE KUPIĘ PONOWNIE. Recenzja TUTAJ


3. Golden Rose Longstay Precise Browliner - produkt, który (jak zresztą każdy kosmetyczny) denkowałam długo. Wynika to tylko i wyłącznie z faktu, że nie maluję się codziennie. Gdybym używała tego produktu codziennie to myślę, ze góra 2 miesiące i produkt byłby zdenkowany. Jest to naprawdę niewydajna, lecz dobra konturówka do brwi za 19,90 zł. Póki co mam zapasowe kosmetyczne gadżety do brwi, jednak nie wykluczam, że KUPIĘ PONOWNIE owy produkt. :)

4. New York Color, 002 Manhattan's Elite - paleta cieni z bazą i rozświetlaczem. Ogólnie paleta nie jest jakaś mega zła, ale dobra też nie. Zapłaciłam za nią niewiele bo 2 funty (będąc w Szkocji).Mam jakiś taki niesmak do niej i pomimo, że mogłabym dalej jej używać to leci do kosza. Myślę, że NIE KUPIĘ PONOWNIE

5. Nivea Hairmilk Mleczny szampon i odżywka do spłukiwania do włosów suchych i normalnych - te produkty wcale złe nie były w porównaniu z Lorea'l, ale czy sięgnę ponownie? Tego nie wiem, bo nadal mam zapasy do włosów, więc póki co NEUTRALNIE. :) Recenzja TUTAJ. :) 



6. Wibo, trend extreme nails - nie polubiliśmy się, NIE KUPIĘ PONOWNIE
7. Rimmel, 60 seconds - ładny odcień, którego nie przetestowałam ze względu na zepsucie. W okazyjnej cenie chętnie KUPIĘ PONOWNIE.
8,9,10. Lakiery z bazarku najprawdopodobniej czyt. chiński sklep, kiedyś je kupowałam, jak byłam dużo młodsza, dzisiaj wolę innych firm, NIE KUPIĘ PONOWNIE.
11. Golden Rose Matte nr 26 - przepiękny kolor, mega szybkie schnięcie i cudowny mat, ALE okropny pędzelek. Zbyt cienki, przez co przy moich umiejętnościach wygląda to paskudnie. Jednak myślę, że i tak spróbuję kiedyś z innymi odcieniami, dlatego KUPIĘ PONOWNIE

Póki co na tyle, mam nadzieję, że już za miesiąc pojawi się kolejny post z tej serii. 
Znacie któryś z produktów? 
Do napisania! :) 
Silk mousse, jedwabisty mus do mycia ciała o zapachu rabarbaru i maliny - jak się sprawdził?

Silk mousse, jedwabisty mus do mycia ciała o zapachu rabarbaru i maliny - jak się sprawdził?

Cześć,
Przez ostatnie dni w mojej łazience gościł nowy produkt do mycia - mus do ciała marki Nivea o zapachu rabarbaru i maliny. Początkowo chciałam z nim poczekać aż wykończę pozostałe żele do ciała, jednak pokusa była zbyt duża. 
Nie bardzo lubię mieszać żele w użytkowaniu, a może inaczej mówiąc - nie bardzo LUBIŁAM, bo teraz zmieniam zdanie i chyba lepiej stosować kilka naprzemiennie. Dzięki temu mam porównanie co do innych produktów. 
Jeśli ciekawi Was jak się sprawdził mus do ciała o szczególnym zapachu rabarbaru i maliny to zapraszam dalej! :) 


Samo opakowanie, jak widzicie jest w przesłodkim kolorze, więc oko może się nacieszyć. Dla mnie jest to szczególnie ważne, bo lubię produkty, które dobrze wyglądają, więc na sam początek jest plus. :) 

SKŁAD
Ingredients: Aqua, Isobutane, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Propane, Hydrolyzed Silk, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Butane, Xanthan Gum, PEG-14 M, Sodium Benzoate, Linalool, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Geraniol, Parfum.

STOSOWANIE

Mocno wstrząśnij puszkę przed użyciem
Trzymając pionowo, wyciśnij niewielką ilość jedwabistego musu na dłoń.
Nałóż na wilgotna skórę i umyj ciało.
Dokładnie spłucz pielęgnujący Silk Mousse o zapachu rabarbaru i maliny.



OPINIA
Produkt od samego początku wzbudzał we mnie pozytywne emocje. Mając do wyboru opcję rabarbar&malina oraz cytryna&moringa to właśnie pierwszą opcją byłam bardziej zainteresowana. Produkt otrzymałam jako jedna z Przyjaciółek Nivea, a wersja zapachowa była wybierana odgórnie, więc tym bardziej się ucieszyłam, że padło właśnie na ten wariant. 
Mus sam w sobie jest naprawdę dobry. Po raz pierwszy miałam styczność z tego typem produktu do mycia ciała i uwierzcie mi - jakie było moje zdziwienie w przypadku pierwszego użycia. :)
Mus do ciała ma niesamowicie gęstą formę pianki, która nałożona na dłoń bezpośrednio z opakowania nie spłynie ani nie przetransportuje się w inne miejsce. Możecie dłoń odwrócić w taki sposób, że pianka będzie "przyczepiona" do skóry dłoni, a ona nadal nie spadnie - dla mnie jest to duży plus, bo irytuje mnie spływanie produktów z ręki bądź kontrolowane czy aby na pewno produkt mi nie ucieknie między palcami.
Kolejnym ważnym aspektem jest fakt, że pianka z łatwością się rozprowadza po skórze, co to znaczy? A no chociażby to, że produkt nie przykleja się do niej tylko sunie i masuje naszą skórę, a dzięki temu zmycie owego produktu jest dziecinnie proste, bo rozpuszcza się on pod wpływem wody. Zmycie go to zaledwie parę chwil, a nie męczenie się jak to ma miejsce w przypadku innych żeli. 
Odrobina pianki (w moim przypadku 2-3 dozowania produktu) wystarcza na umycie całego ciała. 
Samo opakowanie według mnie jest naprawdę dobre - nie zacina się, nie wymaga siły czy sprytu. Formuła odpowiednia, idealnie gęsta, nie klejąca i nie spływająca. 
Warto wspomnieć, że mus do ciała nie podrażnił mojej skóry i nie wywołał swędzenia, co niestety zdarza się po niektórych produktach. 



Jest za to jeden minus, który dla wielu może być znaczący a mianowicie kwestia zapachu. Jeśli oczekujecie, że Nivea w tym produkcie zapewni Wam doznania zapachowe nie z tej ziemi, a zapach przepełni Waszą łazienkę rabarbarem i maliną to się mocno zawiedziecie. Zapach jest wyczuwalny jeśli podłożycie nos do produktu i tak pozostaniecie. Po nałożeniu na skórę, umyciu jej i zmyciu - zapach się ulatnia. Dla mnie nie jest to jakiś szczególny minus, choć nie ukrywam, że spodziewałam się mocniejszego zaatakowania moich nozdrzy. ;p
Innych wad, minusów nie dostrzegam.

PODSUMOWANIE

Jeśli lubicie żele pod prysznic w formie pianki, które ułatwią Wam mycie a dodatkowo zapewnią atrakcje w formie mega gęstej pianki z którą możecie robić co tylko chcecie, a kwestia zapachu jest Wam obojętna to serdecznie polecam. Mus Silk można zakupić za 13,99zł/200ml (teraz dostaniecie go za 9,89zł w Rossmannie), więc myślę, że nie jest to dużo.

Dodam, że od października dołączy trzecia wersja zapachowa - wanilia&karmel - skusicie się? Osobiście średnio przepadam za karmelem, ale nie wykluczam, że zaopatrzę się w inny wariant, może chociażby w wersję żółtą - cytrynę i moringe. :)
Ps. Z tego co wiem, to we wrześniu w drogerii Rossmann będzie promocja -49% dla posiadaczy karty na między innymi żele, dlatego myślę, że warto zaopatrzyć się chociaż w jedną wersję, bo uwierzcie mi, że formuła jest naprawdę intrygująca. :)

Do napisania! 
Roczek bloga 19.08.

Roczek bloga 19.08.

Cześć,
Rok temu powstał pierwszy post na blogu. Dokładnie 19.08.2016 (piątek) napisałam pierwszy post, który był wprowadzeniem do świata blogowania.
Pomimo, że przygodę rozpoczęłam w sierpniu to tak naprawdę dopiero pod koniec lutego tego roku wkręciłam się mocniej w blogowanie, stało się to systematyczniejsze, bo wcześniej był to jeden czy dwa posty na miesiąc.
Przez ten czas trochę się zmieniło. Nawiązałam kilka współprac, między innymi z LashVolution czy zostałam ambasadorką marki Nivea i dołączyłam do "Klubu Przyjaciółek".  
Oprócz tego poznałam wiele ciekawych miejsc w sieci, wbrew pozorom nie lubię czytać w kółklo o recenzjach kosmetycznych, a chętniej w ostatnim okresie (przez brak czasu) zaglądam do osób, które piszą o życiu, wakacjach czy po prostu czymś innym, co wyróżnia je na tle moich obserwujących blogów. 
Nie czuję się mocno przywiązana do sfery blogowania, nadal ogarnia mnie takie uczucie, że jestem tu nowa. Co za tym idzie - nie czuję blogowania w krwi, myślę, że stanie się to dopiero w lutym/marcu, gdy faktycznie według mojej duszy wybije rok. :) 

Myślę, że to odpowiedni moment na pokazanie Wam statystyk bloga, choć małego to na swój sposób wielkiego a także kilka ciekawostek nt. Myfantasyandme :) 

• blog został założony w wakacje 19.08.2016 r
• nazwa bloga została utworzona wcześniej, jednak blog nie istniał, dopiero później wszystko się zaczęło...
• nazwa bloga powstała szybko i ma przedstawiać mój świat, moje ciekawe spostrzeżenia, przemyślenia, to co lubię i mnie ;) 
• blog średnio odwiedza miesięcznie 2 000 osób, co nie jest chyba najgorszym wynikiem, choć jak wiadomo mogłoby być lepiej :) 
• w ciągu ostatniego roku zaobserwowało mnie 141 osób
• łączna liczba odwiedzin to prawie 18 500 osób! 
• włącznie z urodzinowym wpisem napisałam 59 postów :) 
• sama jako blogerka obserwuję 209 osób 
• czasami, a nawet często stresuję się publikowaniem postów ;p

Mam nadzieję, że w lutym, jak i za rok będzie nas coraz więcej ,a każdy wynik będzie powiększony, bo nic tak nie cieszy jak szerokie grono odbiorców ! :) 

Do napisania! :) 
Copyright © 2014 Myfantasyandme , Blogger